Znajdujesz się tutaj:
DronZonaPrawo i przepisyKoniec giganta? DJI w kleszczach amerykańskiej biurokracji
Koniec giganta? DJI w kleszczach amerykanskiej biurokracji
2 minuty czytania
Oto i nadszedł ten moment. Data, o której szeptano na korytarzach od
miesięcy, nieubłaganie się zbliża. 23 grudnia 2025. Dzień, w którym w
USA wygasa termin audytu bezpieczeństwa DJI. Jeśli śledzisz wydarzenia za
oceanem, wiesz, że nie wygląda to dobrze. Adam Welsh, szef globalnej polityki
DJI, odkrył karty i potwierdził to, co w DronPro przeczuwaliśmy: cała
legislacja (Section 1709) nie dotyczy bezpieczeństwa, ale biurokratycznej
pułapki, z której nie ma ucieczki.
Co to oznacza dla światowego rynku, dla dostępności części zamiennych
i dlaczego ciebie, polskiego pilota, powinno to obchodzić? Spójrzmy prawdzie
w oczy.
Dwie legislacyjne pułapki (trap doors)
Adam Welsh opisał to w wywiadzie niezwykle trafnie. Amerykański ustawodawca stworzył w ustawie „drzwi zapadkowe”, i to aż dwukrotnie. Mają one zapewnić ban DJI bez względu na to, czy zostanie udowodnione jakiekolwiek ryzyko.
Pułapka „Gorący kartofel”: Ustawa nie nakazuje audytu konkretnej agencji. Mówi, że audyt ma przeprowadzić „właściwa agencja wywiadowcza”. Rezultat? FBI wskazuje na DHS, DHS na Pentagon, a Pentagon na NSA. Nikt nie rozpoczął audytu, bo wszyscy myślą (a raczej mają nadzieję), że zrobi to ten drugi.
Pułapka „Automatyczna wina”: Jeśli w ciągu 12 miesięcy (czyli do 23. 12. 2025) audyt nie zostanie przeprowadzony, DJI automatycznie trafia na FCC Covered List.
Podsumowując: Nikt nie ma obowiązku przeprowadzić audytu, ale jeśli się tego nie zrobi, DJI dostaje bana. Więc nawet jeśli nikt nie ruszy palcem i nie znajdzie ani jednego dowodu przeciwko DJI, chiński gigant i tak zapłaci najwyższą cenę.
Straszak zwany „retroaktywnością”
To jest punkt, o którym mówi się najmniej, ale dla praktyki jest najbardziej niszczycielski. Większość ludzi myśli, że ban dotyczy tylko sprzedaży nowych egzemplarzy, jak choćby topowego DJI Mavic 4 Pro. Ale rzeczywistość może być surowsza.
Amerykański urząd FCC przegłosował w październiku możliwość zastosowania retroaktywnej rewokacji. Co to oznacza po ludzku?
Jeśli masz w USA uszkodzonego DRONa i wyślesz go na serwis, DJI w ramach gwarancji często nie naprawia tego samego egzemplarza, ale wymienia go na nowy (tzw. replacement unit). Gdyby FCC zastosowało retroaktywność, DJI nie mogłoby przywieźć do USA nawet tych zamienników. Usługa DJI Care Refresh stałaby się za oceanem w zasadzie bezużyteczna.
Zdjęcie poglądowe
Ekonomiczne samobójstwo na żywo
Podczas gdy politycy rozwiązują teoretyczne ryzyka, liczby mówią jasno. Na produktach DJI jest w USA zależnych 460 000 miejsc pracy i aktywność gospodarcza o wartości 116 miliardów dolarów.
Nie chodzi tylko o youtuberów z DJI Neo 2. Chodzi o infrastrukturę krytyczną:
Rolnictwo: Amerykańscy farmerzy są uzależnieni od DRONów takich jak DJI Agras T50 do oprysku pól.
Służby ratunkowe: Policja i strażacy masowo wykorzystują termiczny DJI Matrice 30.
Przemysł: Inspekcje linii energetycznych i mostów opierają się na serii DJI Matrice 350 RTK.
Nikt inny nawet nie próbuje obsługiwać rynku hobbystycznego tak jak DJI. I to jest prawda. Konkurencja w USA wprawdzie istnieje, ale technologicznie i cenowo jest lata w tyle.
Co to oznacza dla ciebie i polskiego rynku?
Teraz najważniejsze. Musisz się bać, że jutro twój DRON spadnie z nieba? Nie.
Europa to nie USA: My kierujemy się zasadami EASA. Tutejsze procesy legislacyjne opierają się na parametrach technicznych, nie na wojnie handlowej.
Wsparcie działa: Nasz serwis DRONów i sprzedaż części zamiennych działają na pełnych obrotach. Rynek europejski jest dla DJI w tej chwili „bezpieczną przystanią”.
Niemniej sytuacja w USA jest sygnałem ostrzegawczym. Jeśli rynek amerykański się zamknie, może to spowolnić globalny rozwój lub zmienić politykę cenową. Spodziewamy się, że nowości (plotkuje się o kolejnych wersjach Avaty) będą wprowadzane przede wszystkim w Azji i Europie, podczas gdy USA zostanie skreślona z listy.
Zdjęcie poglądowe
Co dalej?
Termin upływa jutro, czyli 23. 12. 2025. Najbardziej prawdopodobny scenariusz według nas w DronPro? DJI trafi na „Covered List”. Politycy odhaczą sobie zrealizowane zadanie. Ale retroaktywny ban (zakaz serwisowania starych DRONów) prawdopodobnie nie zostanie natychmiast wdrożony, bo sparaliżowałby ich własną policję i straż pożarną. Raczej będzie to „powolne duszenie”, czyli sytuacja, w której nowych modeli w USA nie kupisz, ale te stare jakoś dożyją.
Dla ciebie z tego wynika jedno: Ceń wolność, którą w powietrzu mamy. Europejska legislacja wprawdzie nie jest bez wad, ale wciąż pozwala nam latać z najlepszą techniką na świecie.
Jeśli chcesz mieć pewność, że latasz zgodnie z przepisami i żaden urzędnik nie przyjdzie po ciebie, zerknij na nasz Prawo jazdy na DRONa do OPEN A1/A3. Bycie poinformowanym to bowiem najlepsza obrona.
Czterech producentów DRONów i akcesoriów właśnie przeleciało przez ucho igielne, które amerykańska FCC nawlekła w grudniu 2025. Amerykański, izraelski, norweski i jeszcze jeden amerykański produkt dostały zielone światło od Pentagonu. Chińscy giganci DJI i Autel? Ci stoją za płotem i patrzą.
Szczeński sąd przyjął pozew w poniedziałek 23 marca 2026. DJI po raz pierwszy w historii wyciągnęło broń patentową na własnym terenie – i wycelowało ją prosto w Insta360, a właściwie w firmę macierzystą Arashi Vision. Sześć patentów, które zdaniem DJI należą do nich. Trzy dni później wystartowała sprzedaż DJI Avata 360. Przypadek? Jasne że nie.
Największy producent DRONów na planecie przestał czekać, aż Waszyngton odrobi pracę domową. Już pod koniec lutego 2026 DJI złożyło petycję do sądu apelacyjnego Dziewiątego Okręgu i otwarcie powiedziało: udowodnijcie, że jesteśmy zagrożeniem, albo pozwólcie nam latać.
Dwa miesiące po tym, jak FCC wrzuciło na swój Covered List praktycznie wszystkie zagraniczne DRONy, spór przeniósł się z politycznych kulis do sali sądowej. I to nie będzie krótki lot – tutaj decyduje się przyszłość całego przemysłu.
DRON, który uniesie 45 kilogramów i wytrzyma w powietrzu dziesięciokrotnie dłużej niż jego czysto elektryczna konkurencja. Brzmi jak pitch ze science fiction z 2018 roku. Tyle że Parallel Flight Technologies właśnie dociągnęli to do rzeczywistości – i FAA im na to przytaknęła.
24 lutego 2026 ta firma z La Selva Beach w Kalifornii uzyskała wyjątek na mocy 49 U.S.C. §44807, co w amerykańskim prawie lotniczym jest czymś w rodzaju złotego biletu Willy’ego Wonki. Ten paragraf dotyczy eksploatacji systemów bezzałogowych, które nie mieszczą się w standardowych szufladkach. A Firefly do żadnej standardowej szufladki zdecydowanie się nie mieści.
Szef amerykańskiej FAA (Federal Aviation Administration), Bryan Bedford, wsiadł 30 stycznia 2026 do samolotu i poleciał do Dublina. Powód? Musiał zobaczyć, jak wygląda przyszłość, która w USA na razie istnieje tylko na papierze. Podczas gdy amerykański urząd tonie w 650-stronicowym projekcie przepisów (Part 108) i walczy z tysiącami uwag, w Europie po prostu się lata. I to na dużą skalę.
Twoje europejskie uprawnienia pilota mają większą wartość, niż myślisz. Europa prowadzi o 2–3 lata i ta wizyta definitywnie to potwierdziła.
Spokojny lot, słońce za plecami i na ekranie idealna kompozycja. Nagle szum. Ekran gaśnie. Sterowanie nie reaguje. Twój DRON nie leci na „Return to Home”, tylko w dół. Albo gorzej – przejmuje go ktoś inny. Scenariusz jak ze sci-fi? W USA to od stycznia rzeczywistość. FAA (amerykański urząd lotnictwa) wydała nowe rozporządzenie, które zmienia zasady gry.
Co to oznacza dla Ciebie, polskiego pilota w roku 2026? Czy musisz się bać czarnego busa również na autostradzie? Sprawdźmy, jak zaostrzają się światowe środki bezpieczeństwa i dlaczego powinieneś znać mapy stref lotniczych lepiej niż datę urodzin swojej teściowej.
Rozpakowałeś pudełko, założyłeś śmigła i co teraz? W jednej ręce telefon z pogodą, w drugiej mapa stref zakazanych, a w głowie chaos z legislacji. Poznajesz się? Latanie w roku 2026 to już nie tylko ruszanie drążkami, ale zarządzanie ryzykiem. I właśnie teraz nadchodzi z Niemiec narzędzie, które obiecuje ogarnąć ten cyfrowy bałagan raz na zawsze.
Nazywa się SkyCompanion od ETANA Systems. I choć jest przede wszystkim dostrojony do niemieckiego „Ordnung”, pokazuje kierunek, w którym zmierza cała Europa. To rewolucja, czy kolejna ikonka na ekranie, która będzie żreć baterię?
Myślisz, że europejskie przepisy EASA i nasze „openy” to biurokratyczne piekło? To się trzymaj. Chiny, ojczyzna giganta DJI i kolebka większości światowej produkcji DRONów, właśnie przepisały zasady gry. Pod koniec grudnia 2025 roku tamtejsze władze zatwierdziły nowelizację ustawy o lotnictwie cywilnym, która DRONy definitywnie wrzuca do jednego worka z dużymi samolotami. Co to oznacza dla globalnego rynku i dla ciebie, pilota w Polsce? Przyjrzyjmy się temu bez prawniczego żargonu.
Ten dzień, którego filmowcy za oceanem się obawiali, naprawdę nadszedł. Amerykańska komisja FCC (Federal Communications Commission) 23 grudnia 2025 oficjalnie dodała DJI i innych zagranicznych producentów DRONów na tak zwaną „Covered List”. W praktyce oznacza to zakaz zatwierdzania nowych modeli na rynek amerykański.
Możesz sobie pomyśleć: „Co mnie obchodzi Ameryka, ja latam nad Bieszczadami.” Ale w zglobalizowanym świecie technologii każda taka decyzja wywołuje efekt fali. Sprawdźmy, co się naprawdę stało, dlaczego do tego doszło i przede wszystkim — czy ty też powinieneś martwić się o swój sprzęt.
Okres ochronny się kończy. Podczas gdy my w Europie rozwiązujemy legislację EASA i kategorie Open, w Stanach Zjednoczonych właśnie dokonała się rewolucja, która może zmienić zasady gry na całym świecie. Izba Reprezentantów w połowie grudnia 2025 przytłaczającą większością uchwaliła ustawę Safer Skies Act.
O co chodzi? Do tej pory w Stanach zestrzelić DRONa z nieba mógł tylko rząd federalny (FBI, DHS). Nowa ustawa daje uprawnienia do „unieszkodliwienia” DRONa również lokalnej policji i służbom stanowym, jeśli zagraża dużym wydarzeniom sportowym. Dlaczego powinno cię to obchodzić, kiedy latasz na polskiej łące? Bo trendy bezpieczeństwa z USA prędzej czy później pojawią się też u nas – a przede wszystkim powody uchwalenia tej ustawy są przestrogą dla każdego nieodpowiedzialnego pilota.