Audyty bezpieczeństwa: Zabawa w ciuciubabkę
Kongres w zeszłym roku uchwalił przepisy, które nakazują audyt bezpieczeństwa DRONów DJI z powodu obaw o możliwe zbieranie danych i ich przekazywanie chińskim władzom. Jeśli audyt ujawni problemy, lub jeśli w ogóle się nie odbędzie, DJI trafi na Covered List Federalnej Komisji Łączności. To oznacza koniec sprzedaży i importu nowych modeli.
DJI twierdzi, że jest na audyt przygotowane, ale nikt nie wie, która agencja ma go przeprowadzić. Może to być Pentagon, Ministerstwo Bezpieczeństwa Wewnętrznego, NSA, FBI lub społeczność wywiadowcza. Firma kontaktowała się z różnymi agencjami, ale nie spotkała się z odpowiedzią.
Niedawno sąd również nie rozstrzygnął pozwu DJI przeciwko Pentagonowi, który oznaczył firmę jako "chińskie przedsiębiorstwo wojskowe". Sędzia zażądał dostępu do materiałów niejawnych, w tym ich udostępnienia upoważnionym przedstawicielom DJI.
Cała sytuacja przypomina kafkowski absurd – firma chce się poddać kontroli, ale nikt jej nie mówi, u kogo i jak.
Lobbing za zamkniętymi drzwiami
DJI w tym roku wydało prawie 400 tysięcy dolarów na lobbing, zatrudniając firmy takie jak CLS Strategies czy Sidley Austin. Łącznie z aktywnościami wewnętrznymi wydało ponad 900 tysięcy dolarów.
Adam Welsh, szef globalnej polityki DJI, spędził w lipcu prawie dwa tygodnie w Waszyngtonie i starał się umówić na spotkania z politykami obu partii. Napotkał "bardzo ugruntowane myślenie grupowe" odnośnie Chin.
Reakcje polityków były ostre. Republikański senator Rick Scott odmówił jakichkolwiek negocjacji i nazwał DJI częścią "obrzydliwego rządu", który chce "szpiegować". Podobnie zareagowała republikańska posłanka Elise Stefanik, której rzecznik określił DJI jako "komunistyczną chińską grupę fasadową".
Nawet demokraci nie są skłonni do rozmów. Frank Pallone Jr. popiera umieszczenie DJI na liście zakazanych technologii telekomunikacyjnych i odmawia akceptowania ryzyk bezpieczeństwa.
Jeden z lobbystów Brian Darling zauważył paradoks: „Niektóre biura mają niewielką wiedzę o firmie, a inne są ideologicznie przeciwne jakiejkolwiek chińskiej firmie, mimo że wszyscy używają iPhone'ów produkowanych w Chinach."
Wpływ na użytkowników i rynek
DJI kontroluje ponad 70% amerykańskiego rynku komercyjnych DRONów i obsługuje entuzjastów, filmowców, rolników, policję i straż pożarną. Alternatywy takie jak amerykański Skydio są znacznie droższe.
Niektórzy użytkownicy wytrwają mimo ryzyk. Policja w Asheville użyła DRONów DJI podczas huraganu Helene do operacji ratunkowych i mapowania szkód. Zastępca policji w Ross Township argumentuje, że DRONów nie używają w sposób, który zagrażałby bezpieczeństwu narodowemu: „Nie używamy ich w żadnym zakresie, w którym cokolwiek, co kontrolujemy, nie byłoby publicznie dostępne na Google Maps."
Z drugiej strony miejsca takie jak Orange County na Florydzie wstrzymały używanie DJI po stanowym zakazie z 2023 roku.
DJI stara się obejść ograniczenia poprzez partnerstwo z teksańską firmą Anzu Robotics, która sprzedaje ich DRONy. Komisja Izby Reprezentantów ds. Chin jednak określiła Anzu jako "przeźroczystą" firmę.
Perspektywy na przyszłość
Sytuacja przypomina walkę TikToka, gdzie spółka matka ByteDance wydała miliony na lobbing przeciwko wymuszonej sprzedaży. DJI ma znacznie mniejszy budżet lobbingowy, co podkreśla trudność pozycji chińskich firm technologicznych w obecnym klimacie geopolitycznym.
Dla profesjonalistów i entuzjastów zakaz oznaczałby ograniczenie dostępnych opcji i przejście na droższe alternatywy, co zmieniłoby decyzje operacyjne w rolnictwie czy bezpieczeństwie publicznym.
Welsh wyraził gotowość poddania się dalszej kontroli: „Przeszliśmy przez maszynkę do mięsa w tej sprawie i chętnie przejdziemy ponownie." Jednocześnie dodał kluczową pointę: „Chcielibyśmy dojść do punktu, w którym moglibyśmy naprawdę przeprowadzić rozmowę."
I w tym tkwi sedno problemu – kiedy nikt nie chce rozmawiać, nie istnieje nawet droga do rozwiązania. DJI może wygrać bitwę technologiczną, ale wojnę polityczną na razie przegrywa na całej linii.