Przejdź do treści Przejdź do nawigacji głównej Przejdź do wyszukiwania

Policyjne DRONy: Rewolucja, której się nie spodziewałeś

2 minuty czytania

W Merrimac w Massachusetts zniknęło z domu ośmioletnie dziecko. W 72 minuty znalazł je policyjny DRON w gęstym lesie, do którego piesze patrole docierałyby godzinami. To nie jest odosobniony przypadek – to dowód, że inwestycje małych miast w jednostki DRONowe przynoszą owoce. Podczas gdy w Polsce dopiero dyskutujemy o użyciu DRONów w policji, amerykańskie miasteczka wielkości naszych powiatowych miast już ratują życie technologią, która kosztowała ułamek ceny jednego radiowozu. I działa to cholernie dobrze.

merrimac-cover.webp

Małe miasto, wielka technologia

Merrimac liczy niespełna 7 000 mieszkańców, podobnie jak choćby Łęczna koło Lublina. I gdy pewnego czwartkowego poranka wpłynęło zgłoszenie o zaginionym dziecku, lokalna policja uruchomiła protokół, który jeszcze pięć lat temu wyglądałby zupełnie inaczej.

Wcześniej musieliby dzwonić po policję stanową z helikopterem (o ile akurat byłby wolny), czekać godzinami na jego przylot i płacić tysiące dolarów za godzinę lotu. Albo dziesiątki policjantów i ochotników przeszukiwałyby las cały dzień.

Zamiast tego wypuścili DRONa. Policjant William David sterował maszyną z parkingu, podczas gdy jego kolega koordynował jednostki naziemne. W godzinę i dwanaście minut dziecko znaleźli. Było mokre, ale bez obrażeń, i wkrótce wróciło do domu.

Technologia za kilkadziesiąt tysięcy złotych zastąpiła operację, która wcześniej kosztowałaby miliony i trwała cały dzień.

Liczby, które mówią jasno

W USA jednostki DRONowe ma już 1 500 wydziałów policji. To wzrost o 150 % od 2018 roku. Federal Aviation Administration (FAA) zatwierdziła 214 programów „Drone as First Responder” – DRONy startują automatycznie przy połączeniu alarmowym i są na miejscu wcześniej niż pierwszy patrol.

Rezultat? W jednej czwartej przypadków DRON rozwiązuje sytuację jeszcze przed przyjazdem policjantów. Patrol może zająć się inną sprawą, bo DRON potwierdzi, że chodzi o fałszywy alarm lub że sytuacja nie wymaga natychmiastowej interwencji.

merrimac-855x570_do
Źródło: Shutterstock

W Merrimac to nie pierwszy sukces. W maju znaleźli siedmioletnie dziecko w bagnach. Westwood Police w ubiegłym tygodniu zlokalizowała zaginioną osobę termokamerą. Hingham Police złapała za pomocą DRONa nastolatka, który włamał się do 60 aut.

Wszystkie te miasta są mniejsze niż Siedlce. Żadne sci-fi metropolie, tylko zwykłe amerykańskie przedmieścia, które zrozumiały, że jeden dobry DRON oszczędzi dziesiątki milionów na akcjach.

Skoro małe miasto w Massachusetts potrafi prowadzić jednostkę DRONową, dlaczego nie polskie miasta podobnej wielkości?

Polskie miasta zasypiają epokę

Podczas gdy w USA DRONy ratują dzieci co tydzień, u nas wciąż się o tym tylko mówi. Kilka prób może już odnotowaliśmy, ale do masowego wykorzystania mamy jeszcze długą drogę. I to nie tylko w przypadku policyjnych DRONów – latające pomocniki to temat mocno omawiany, ale z niepewnym zakończeniem.

A przecież technologia jest dostępna. Cena DJI Matrice z termokamerą to kilkaset tysięcy złotych – czyli mniej więcej cena jednego nowego radiowozu dla miejskiej policji. Szkolenie pilota zajmuje miesiąc, przepisy istnieją, Urząd Lotnictwa Cywilnego wydaje zezwolenia standardowo.

Co brakuje? Odwagi, żeby zainwestować w coś, co wygląda jak droga zabawka, ale w rzeczywistości ratuje życie i oszczędza pieniądze. Polskie dzieci też się gubią w lasach. Do polskiej rzeki też czasem ktoś wpada. Polski złodziej też ucieka w pole.

Różnica jest taka, że w Massachusetts go w godzinę znajdą. U nas szukamy trzy dni i cała operacja jest często znacznie bardziej czasochłonna, niż musiałaby być.

Nie chodzi o to, czy nas na to stać. Chodzi o to, czy stać nas na to, żeby tego nie mieć.

Argumenty przeciw są żałosne

„A co jak DRON spadnie komuś na głowę?” Statystycznie masz prawie większą szansę, że trafi cię meteoryt. Nowoczesne DRONy mają redundantne systemy, spadochrony, geofencing. W ciągu ostatnich pięciu lat policyjny DRON w USA nikogo nie zabił.

„Naruszenie prywatności!” Paradoks, że skarżą się na to ludzie, którzy mają w kieszeni telefon z GPS, w domu Alexę lub innego wirtualnego asystenta i na Facebooku udostępniają zdjęcia z wakacji. Policyjne DRONy latają tylko przy konkretnych akcjach, nie służą do szpiegowania sąsiadów.

„To drogie!” Inwestycja początkowa może tak wyglądać, ale jeden nalot helikoptera często kosztuje więcej niż cały DRON z wyposażeniem. W starciu efektywności DRON wygrywa na całej linii, a poza tym – uratowane życie czy odnalezione zaginione dziecko jest bezcenne.

Przeciwnicy DRONów używają argumentów z 2015 roku. Świat jest tymczasem o dziesięć lat dalej.

Co dalej?

Massachusetts rozwiązuje teraz paradoks – podczas gdy lokalna policja bezspornie ratuje życie, stanowa legislatura chce ograniczyć używanie DRONów z powodu obaw przed chińską technologią. To jak zabranianie strażakom drabin, bo są z Chin.

Dla polskich miast to teraz idealny moment. Technologia jest sprawdzona, dostępna, funkcjonalna. Każdy miesiąc wahania oznacza niepotrzebnie długie akcje poszukiwawcze, wyższe koszty, większe ryzyko.

Wyobraź sobie, że twoje dziecko ginie w lesie. Chcesz, żeby szukało go 20 policjantów cały dzień, czy żeby znalazł je DRON w godzinę? Odpowiedź jest oczywista. Pytanie, kiedy zrozumieją to też inni.

Merrimac pokazał drogę. Gmina z budżetem polskiego małego miasta potrafiła zbudować jednostkę, która dwa razy w ciągu roku uratowała dziecko. To nie science fiction. To teraźniejszość, która działa.

No to jak, polskie straże miejskie? Będziecie dalej czekać, aż ktoś wam to nakaże z góry, czy wreszcie wystartujecie?


Ostatnia aktualizacja artykułu:

Czy artykuł był dla Ciebie przydatny?


Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj nasz newsletter i nie przegapisz żadnej nowości

O swoje dane osobowe nie musisz się martwić, przetwarzamy je zgodnie z regulaminem i nie wysyłamy spamu.

Newsletter