Znajdujesz się tutaj:
DronZonaAktualnościNowy król kieszonkowych DRONów: DJI Neo 2 przyjdzie z opóźnieniem, ale będzie tego wart
Nowy król kieszonkowych DRONów: DJI Neo 2 przyjdzie z opóźnieniem, ale będzie tego wart
3 minuty czytania
Gdy DJI we wrześniu 2024 wypuściło pierwszego Neo za około 1000 zł, sporo
ludzi kręciło głowami. Selfie DRON dla tiktokerek? Zabawka dla dzieci? Tyle
że potem przyszła rzeczywistość – w ciągu dwóch miesięcy sprzedało
się ponad milion sztuk, a zapasy magazynowe znikały szybciej niż ciastka
przed Wigilią.
Teraz rynek poznaje Neo 2, i wierz mi, ta kontynuacja serii to nie będzie
tylko facelift. DJI podniosło nowy model na wyższy poziom, ale my w Polsce
będziemy musieli jeszcze chwilę poczekać.
Czego się spodziewać: Na pewno więcej niż tylko ulepszony hardware
Pierwsza generacja Neo miała 12MP czujnik i maksymalną rozdzielczość 4K/30fps. Było to w porządku na Instagram stories, ale profesjonaliści się z tego śmiali. Neo 2 teraz nagrywa w 4K/100fps, więc nawet ujęcia w slow motion będą wyglądać dobrze i płynnie. Matryca 1/2", która pozostaje od poprzedniego modelu, zapewni lepsze rezultaty przy gorszych warunkach oświetleniowych i przy zoomowaniu na detale. Również tryb pionowy zasłużył na krok naprzód, i teraz możesz „na stojąco” nagrywać w rozdzielczości 2.7K.
Gimbal dostanie upgrade z prostej elektronicznej stabilizacji na hybrydowy system – kombinację mechanicznego 2-osiowego gimbala z elektroniczną korekcją. Wideo będzie więc stabilne, nawet gdy polecisz w gorszych warunkach pogodowych. Pierwszy Neo miał problem z rozmazanymi ujęciami przy szybszym locie – to powinno być już przeszłością.
Kolejne ulepszenie dotyczy śledzenia obiektu – konkretnie prędkość śledzenia wzrosła z około 28 km/h do aktualnych 43 km/h, co jest już różnicą, którą odczujesz.
Źródło: DJI
Wytrzymałość baterii się zbytnio nie zmienia – tych 18 czy 19 minut lotu to cena za kompaktowość. Za to DRON dzięki USB-C PD 3.0 naładujesz szybciej, więc przynajmniej pod tym względem DJI posunęło się trochę do przodu.
A jeśli jesteś twórcą treści, którego nie bawią długie transfery danych niemal po każdym locie, z pewnością docenisz też większą pamięć wewnętrzną, która teraz liczy 49 GB. Przy prędkości przesyłu do telefonu do 80 MB/s możesz od razu zapomnieć o nieskończonym siedzeniu przy urządzeniu i czekaniu na przenoszenie danych – proces będzie szybszy i nie będziesz musiał go wykonywać tak często.
Neo 2 to nie rewolucja w parametrach, ale ewolucja tam, gdzie pierwsza generacja tego potrzebowała – lepszy obraz, stabilniejsze wideo, szybsze ładowanie.
Porównanie z pierwszym Neo: Gdzie DJI dodaje, a gdzie oszczędza
Największa różnica między Neo a Neo 2? Cena i dostępność. Pierwszy Neo kosztował w Chinach 1199 yuanów (ok. 700 zł), w Europie natomiast 199 euro (ok. 850 zł). Neo 2 ma startować od 1669 yuanów (ok. 1000 zł), przy czym europejska cena wyniesie około 249 euro (ok. 1050 zł). Za dopłatę 50 euro dostajesz znacznie lepszą kamerę i gimbal – to ma sens.
Co zostanie prawie takie samo? Waga – DJI wie, że właśnie dlatego ludzie kupują Neo. I choć masa wzrosła o jakieś 20 gramów, wciąż jest to poręczny i łatwy do przenoszenia DRON. Do użytkowania potrzebujesz tylko rejestracji operatora, ale żadna inna papierologia ci nie grozi – po prostu wrzucasz go do plecaka, gdzieś w terenie wyciągasz, dajesz wzlecieć z dłoni i lecisz. Funkcje śledzenia pozostaną podobne, tylko AI dostanie aktualizację na nowsze algorytmy.
Ciekawostka: oryginalny Neo miał problemy z wykrywaniem przeszkód w locie – Neo 2 dostaje czujniki omnidirekcjonalne, dzięki którym rejestruje przeszkody ze wszystkich stron. Minimalizuje to ryzyko niechcianych upadków czy innych wypadków, które ci podczas latania na pewno radości nie sprawią.
Neo 2 to nie zamiennik pierwszego modelu, ale logiczny upgrade dla tych, którzy chcą więcej niż tylko podstawowego selfie DRONa.
DJI zmieniło strategię wprowadzania produktów na rynek. Wcześniej wszystko wypuszczali globalnie naraz – teraz idą metodą „China First, World Later”. Neo 2 wyszedł już oficjalnie w Chinach, i choć polska wersja będzie identyczna, będziemy musieli na nią jeszcze chwilę poczekać.
Dlaczego ta zmiana? DJI potrzebuje przetestować produkt na rynku domowym, gdzie ma największą kontrolę nad dystrybucją i serwisem. Gdy w Chinach sprzeda się pierwszych 500 tysięcy sztuk, użytkownicy wychytają niedoskonałości, które DJI poprawi przed globalnym wypuszczeniem. To sprytne – zamiast rozwiązywać problemy na całym świecie, dopracowują produkt w domu i potem wysyłają na świat wersję 1.1.
Dla polskiego rynku to oznacza jedno – oficjalna dostępność jest na wyciągnięcie ręki i według informacji pojawi się już wkrótce. Zostaje jeszcze załatwienie europejskiej certyfikacji, dopracowanie ostatnich niedociągnięć, a potem chyba będziesz mógł się z nowym DRONem przelecieć.
Polskie niebo: Co to oznacza dla naszych pilotów
W Polsce mamy około 25 tysięcy zarejestrowanych pilotów DRONów i seria Neo jest dla większości z nich ciekawa jako drugi DRON. Na pewno znasz wielu pilotów, którzy regularnie latają choćby jednym z DRONów DJI Mini, którym robią zdjęcia krajobrazów i profesjonalne ujęcia, a jednocześnie od czasu do czasu wariują z Neo, gdy chcą jakieś szybkie ujęcia siebie lub najbliższego otoczenia. Neo 2 tę rolę jeszcze wzmocni – lepsza jakość obrazu sprawia, że to nie będzie tylko „zabawka”, ale pełnoprawne narzędzie do tworzenia naprawdę solidnej zawartości wizualnej.
Również w Polsce obowiązuje, że na DRONa poniżej 250 gramów nie potrzebujesz żadnych papierów, o ile nie latasz komercyjnie. Ani dla nowego modelu się więc z punktu widzenia przepisów nic nie zmieni, zmiana może natomiast nastąpić w możliwościach wykorzystania Neo 2 w biznesie – lepsza kamera prawdopodobnie przyciągnie pośredników nieruchomości, fotografów ślubnych czy influencerów, którzy mogą zacząć DRONy wykorzystywać na znacznie większą skalę.
Cena powinna być wciąż bardzo przystępna – DRON prawdopodobnie nie przekroczy 1200 złotych – i dlatego Neo 2 to idealny wjazd do świata DRONów. Dla porównania choćby najnowszy DJI Mini 5 Pro w zestawie z kontrolerem i bateriami kosztuje już około 5500 zł, więc przyznaj, że trzecia cena Neo 2 to dla nowicjuszy wśród pilotów zdecydowanie mocny argument, żeby po nowy model sięgnąć.
Neo raczej nie będzie w Polsce bestsellerem wśród profesjonalistów, ale jako drugi DRON do kolekcji lub pierwszy DRON dla początkujących jest całkowicie wystarczający.
Podsumowanie: Przygotuj się na nową falę selfie DRONów
DJI Neo 2 nie będzie przewrotem, który zmieni branżę DRONową. Będzie to ewolucja udanego konceptu, która naprawi główne niedociągnięcia pierwszej generacji. Lepsza kamera, stabilniejszy gimbal, mądrzejsza AI – dokładnie to, czego użytkownicy chcieli. „China First” strategia oznacza, że w Polsce jeszcze chwilę poczekamy, ale za to dostaniemy dopracowany produkt.
Jeśli zastanawiasz się, czy czekać na Neo 2, czy kupić jedynkę teraz, odpowiedź jest prosta: Masz dość cierpliwości i chcesz lepszą jakość wideo? Poczekaj na dwójkę. Chcesz latać teraz i wystarcza ci obecna jakość? Jedynkę znajdziesz bez problemu, a w dodatku z rabatem, bo sprzedawcy będą wyprzedawać magazyny przed wejściem nowej generacji.
Jak tylko model będzie dostępny u nas, przygotujemy dla ciebie szczegółową videorecenzję. Masz się bowiem na co cieszyć — nowości wyglądają świetnie. I nie pozostaje nic innego, jak z niecierpliwością śledzić, kiedy się młodszego brata doczekamy.
Przeciętny komercyjny lot DRONem trwa około 18 minut. Aż 15% z nich kończy się niepowodzeniem z powodu krytycznej utraty sygnału. Kiedy twój DRON spada na ziemię, zazwyczaj zostaje garstka plastiku i mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
My w DRONPRO wiemy, że czytanie suchych logów tekstowych jest tak samo fascynujące jak studiowanie zeznania podatkowego. Dlatego zainteresuje cię to, co właśnie wypuściła w świat amerykańska firma AirData UAV.
Większość tradycyjnych systemów przeciwlotniczych krwawi pieniędzmi, kiedy poluje na tanie DRONy. Wystrzelenie rakiety za dwa miliony dolarów w plastowego kwadrokoptera z ładunkiem wybuchowym matematycznie nie ma żadnego sensu. A mimo to armie na całym świecie to robiły. Aż do teraz.
Ciężkie wagi przemysłu obronnego wreszcie zmieniają zasady gry. My w DRONPRO uważnie śledzimy te technologiczne płyty tektoniczne, bo to, co dziś lata nad bazami wojskowymi, jutro będzie kształtować cały przemysł lotniczy. To dość silny argument dla wszystkich, którzy stawiali na starą szkołę radarów naziemnych.
Helikopter leci pełną prędkością, niebo wydaje się czyste, gdy nagle z podwieszenia wystrzeliwuje karbonowa tuba. W ciągu dwóch sekund rozkładają się skrzydła i do akcji wkracza autonomiczny łowca. To nie film sci-fi. Amerykańska armia właśnie pokazała, jak wygląda nowoczesna walka powietrzna, odpalając bojowego DRONa prosto z lecącego śmigłowca AH-64E Apache Guardian. A najlepsze? Cały ten wyczyn udało się zrealizować od zlecenia do wykonania w niecałe pół roku.
Śmigła rozcinają mroźne lutowe powietrze, a pod tobą wije się austriacka rzeka Piesting. Żadnego mozolnego brodzenia w błocie z łatą mierniczą i przemarzniętymi palcami. Zamiast tego z wysokości 200 metrów kropisz teren milionami wiązek laserowych. Dokładnie tak wygląda nowoczesna topografia w wykonaniu profesjonalistów z Alto Drones. Żadnych kompromisów, tylko czyste dane pozyskiwane z prędkością, od której zwykłym geodetom kręci się w głowie.
Rozpakowałeś walizkę z naładowaną technologią, odpaliłeś termowizję i myślisz, że masz doskonały przegląd. Rzeczywistość jest jednak twardsza niż lądowanie na betonie. Ludzkie oko ma swoje ograniczenia i przy monitoringu ogromnych obszarów prędzej czy później twoja uwaga spadnie do zera. My w DRONPRO doskonale wiemy, że gapienie się godzinami w monitor to niezawodna droga do wypalenia. Dokładnie ten problem teraz rozgniatają na proch systemy od Overwatch Imaging.
Wciskasz drążek, DRON wznosi się na wysokość i łapiesz doskonałe ujęcie zachodu słońca. W ciągu dziesięciu minut masz jednak za plecami policję. Powód? Sąsiad właśnie wykręcił numer alarmowy i zgłosił „podejrzaną aktywność lotniczą”. Witaj w świecie, gdzie z niewinnego lotu staje się sprawa dla federalnych.
Amerykańskie agencje FBI i DHS wydały ostrzeżenie przed nielegalnymi lotami. Celowały w maszyny o zasięgu do 10 kilometrów i nośności materiałów wybuchowych. Rezultat na ulicach? Ludzie zaczęli masowo zgłaszać absolutnie wszystko, co miało śmigła, albo nawet tylko świeciło na nocnym niebie.
Tysiące ludzi rocznie płaci życiem za spotkanie z niewybuchłą amunicją. To śmiercionośne pozostałości wojen, które cicho na nas czekają pod piaskiem i w morskim przyboju.
My w DRONPRO co prawda najchętniej uganiamy maszyny w chmurach, ale czasem trzeba spuścić wzrok. Zwłaszcza tam, gdzie człowiek boi się wkroczyć i gdzie do akcji wkraczają autonomiczne roboty.
Rozpakowaliśmy dla ciebie historię z amerykańskiego Maine. Jedno takie podwodne monstrum tam niedawno w praktyce pokazało, jak wygląda sprzątanie pola minowego w dwudziestym pierwszym wieku.
Dziesięciu ukraińskich operatorów ze zmodyfikowanymi komercyjnymi DRONami zmiotło dwa bataliony NATO w zaledwie pół dnia. Dokładnie to wydarzyło się na ćwiczeniach Hedgehog w Estonii. Dowódcy sojuszniczy przeżyli wtedy twarde zderzenie z rzeczywistością i zrozumieli jedną rzecz. Zachodnie armie nadal nie potrafią walczyć w przestrzeni przesyconej bezzałogowymi statkami powietrznymi. Zakłócanie elektroniczne zamieniło ich systemy w głuche i ślepe cele.
Dlatego 25 marca otwarto bramy portalu UNITE-Brave NATO. To unikalna platforma, która ma ukraińskie know-how z frontu błyskawicznie przetopić na sojuszniczą produkcję. Żadnej żmudnej biurokracji ani lat testowania w laboratoriach. To bezpośredni matchmaking między zbrojeniówką z NATO a ukraińskimi inżynierami. Na stole leży 10 milionów euro, a czas biegnie nieubłaganie szybko.
Zawieszenie termokamery na DRONie oznaczało jeszcze niedawno poświęcenie czasu lotu i przygotowanie się na twarde lądowanie budżetu. Na targach MWC Barcelona 2026 padły jednak stare dogmaty. Chiński gigant Raytron Microelectronics pokazał światu, że widzenie ciepła już nie wymaga udźwigu wojskowego helikoptera.
My w DRONPRO pilnie śledziliśmy każdy stoiski z sensorami i mówimy wprost: Raytron właśnie wyrwał korki dotychczasowym liderom rynku. Trzy moduły, z których każdy celuje w inną klasę DRONów, od ciężkich maszyn enterprise po malutkie kwadrokoptery FPV.
Dwa dni pieszej wędrówki od najbliższej drogi, pod trzydziestometrowym baldachimem tropikalnej puszczy, leży 964 stanowiska archeologiczne. Czterysta siedemnaście miast, wiosek i ośrodków ceremonialnych, których nikt nie widział gołym okiem – bo zobaczyć ich nie sposób. Widzi je laser.
Zespół archeologa dr. Richarda Hansena właśnie wdrożył DJI Matrice 400 z sensorem Zenmuse L3 w basenie Mirador w północnej Gwatemali. My w DRONPRO śledzimy enterprise DRONy DJI od pierwszej generacji i mówimy wprost: to jest największy skok w LiDARowym mapowaniu, jaki ta platforma kiedykolwiek dostarczyła.