Przejdź do treści Przejdź do nawigacji głównej Przejdź do wyszukiwania

Lotnicy z Missouri: Szkoła, która wychowuje pilotów przyszłości

3 minuty czytania

W Webb City w Missouri lokalne liceum sprawiło sobie flotę 15 DRONów DJI Neo. Nie jednego, nie dwóch – aż piętnaście sztuk. 35 uczniów zamiast nudnej historii trenuje teraz latanie i przygotowuje się do egzaminów pilotażowych. Nauczyciel Bruce VonderHarr zdobył na program grant i rozkręcił coś, co kilka lat temu nikomu by nie przyszło do głowy. Szkoła uczy nastolatków latać DRONami jako profesjonalnym narzędziem. Kiedy słyszysz to po raz pierwszy, brzmi to może jak zbędny wydatek. Po co szkoła miałaby wydawać na DRONy, skoro potrzebuje nowych podręczników albo komputerów? No cóż, może dlatego, że to inwestycja w przyszłość. Branża DRONowa rośnie w zawrotnym tempie i brakuje w niej wykwalifikowanych pilotów. Policja, strażacy, rolnicy, firmy budowlane – wszyscy teraz szukają kogoś, kto potrafi z DRONem więcej niż tylko zrobić selfie z powietrza.

webbcity-cover.webp

Dlaczego akurat DJI Neo? Bo to nie zabawka

Najtańsza wersja DRONa DJI Neo kosztuje około tysiąca złotych. Za te pieniądze dostajesz kamerę 4K, solidną żywotność baterii i DRONa, którego z łatwością nauczy się nawet kompletny początkujący. To nie jest żaden profesjonalny sprzęt za dwadzieścia tysięcy, ale też nie plastikowa zabawka z marketu. Na program szkolny to idealny wybór – uczniowie uczą się na realnym sprzęcie, który jest używany w praktyce.

webbcity2-855x570_do
Źródło: fourstateshomepage.com

VonderHarr ma to przemyślane. Uczniowie najpierw muszą zdać test i zrozumieć zasady latania. Dopiero potem mogą wylecieć poza teren szkoły. Uczą się nie tylko umiejętności pilotażowych, ale także odpowiedzialności. Bo kiedy twój DRON spadnie komuś na samochód, to nie jest tylko „ups”, ale kłopot z ubezpieczycielem.

Neo jest wystarczająco profesjonalny, żeby uczniowie zrozumieli zasady komercyjnego latania, a jednocześnie wystarczająco przystępny, żeby szkoła mogła kupić całą flotę.

To nie strata czasu – to przygotowanie do pracy

Każdy z uczniów, którzy uczą się z DRONami, może następnie wybrać zawód według własnego gustu. Chcesz kręcić koncerty i imprezy sportowe, pomagać w prawidłowym stosowaniu oprysków rolniczych za pomocą DRONów czy latać policyjnym DRONem? Wszystko jest możliwe, kiedy masz odpowiednie przeszkolenie.

A stanowiska pracy zdecydowanie nie brakuje. Lokalny posterunek policji właśnie kupił DRONa. Kto będzie nim sterować? Jakiś policjant, który nauczy się tego w weekend z YouTube? Czy raczej absolwent tego programu, który ma za sobą dziesiątki godzin nalotu i zna przepisy? Odpowiedź jest jasna.

Szkoły w całej Ameryce już zrozumiały, że DRONy to przyszłość. Peninsula School District w Waszyngtonie ma zespół, który robi pokazy świetlne z 300 DRONami. To już nie kółko modelarskie – to przygotowanie do biznesu, w którym kręcą się miliony.

Uczniowie, którzy dziś trenują z DJI Neo, za kilka lat zajmą stanowiska, o których ich rodzice może nigdy nie słyszeli – specjalista ds. DRONów rolniczych, pilot dla przemysłu filmowego, operator DRONa ratowniczego.

Polskie szkoły na razie śpią. Jak długo jeszcze?

Podczas gdy w Missouri rozdają licencje pilotażowe nastolatkom, u nas uczniowie uczą się co najwyżej programować, a do realnych maszyn docierają rzadko. Polskie szkoły traktują na razie DRONy jako drogi kaprys, a nie inwestycję w przyszłość. Tymczasem również tutaj popyt na wykwalifikowanych pilotów rośnie niesamowicie szybko.

Wyobraź sobie, że twoje lokalne liceum miałoby flotę DRONów. Uczniowie uczyliby się fotogrametrii, obrazowania termalnego, inspekcji budynków. Zamiast wkuwania wzorów rozwiązywaliby realne problemy. Ile dachów w mieście potrzebuje naprawy? Gdzie na polu brakuje nawozu? Jak zmapować stanowisko archeologiczne?

Jasne, kosztowałoby to pieniądze. Ale ile kosztuje jedna tablica interaktywna, której nauczyciel użyje trzy razy w roku? Inwestycja w program DRONowy zwraca się w postaci absolwentów, którzy mogą znaleźć pracę od razu po szkole.

Dopóki polskie szkoły się nie obudzą, będziemy importować pilotów z zagranicy albo przepłacać tych, którzy nauczyli się sami.

Krytycy twierdzą, że to moda

Oczywiście znajdą się głosy, które mówią, że DRONy to tylko chwilowy trend. Że za kilka lat nie będzie nimi zainteresowania. Może tak, może nie. Aktualnie jednak jesteśmy w fazie, w której DRONy idą w górę, i pytaniem jest, czy zakotwiczą się na stałe w naszym życiu, czy szybko zastąpi je coś innego. Ale przypomnij sobie, w 2000 roku też byli tacy, którzy o internecie twierdzili, że to nadmuchana bańka. I spójrz, gdzie jesteśmy teraz.

Branża DRONowa to nie daleka przyszłość – to teraźniejszość. Amazon testuje dostarczanie paczek DRONami. Rolnicy kontrolują uprawy z powietrza. Strażacy szukają zaginionych w płonących budynkach za pomocą kamer termowizyjnych na DRONach. Kto będzie wszystkimi tymi DRONami sterował? Na pewno nie emeryci, którzy nauczyli się tego z instrukcji.

Program w Webb City nie polega tylko na lataniu. Uczniowie doskonalą się w myśleniu krytycznym, rozwiązywaniu problemów i umiejętnościach technicznych. Nawet jeśli nigdy profesjonalnie nie będą pilotować, zdobędą doświadczenia, które wykorzystają również w codziennym życiu.

DRONy to nie moda, ale narzędzie, które zmienia sposób pracy we wszystkich branżach – od budownictwa po służbę zdrowia.

Co z tego wynika?

Webb City zrobiło coś, co powinna skopiować każda szkoła z wyższymi ambicjami. Dali uczniom do rąk technologię, która im po szkole może zapewnić pracę i dobrą pozycję na rynku. Nie wszyscy będą profesjonalnymi pilotami, ale wszyscy zrozumieją, jak działa technologia, która kształtuje świat wokół nas.

Bruce VonderHarr to nie tylko nauczyciel, który dostał grant na DRONy. To wizjoner, który zrozumiał, dokąd świat aktualnie zmierza. Jego uczniowie nie będą czekać na okazje – oni je będą tworzyć.

webbcity1-855x570_do
Źródło: fourstateshomepage.com

Więc tak, szkoły powinny kupować DRONy. Nie dlatego, że to fajne albo modne. Ale dlatego, że to inwestycja w przyszłość, która ma sens. A jeśli myślisz, że twoja lokalna szkoła na to nie ma, spróbuj się zapytać, ile wydali na ostatni remont pracowni komputerowej. Całkiem możliwe, że za te pieniądze mogliby kupić flotę DRONów i wychować nowe pokolenie pilotów. A to już jest coś, co warte jest trochę wysiłku.


Ostatnia aktualizacja artykułu:

Czy artykuł był dla Ciebie przydatny?


Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj nasz newsletter i nie przegapisz żadnej nowości

O swoje dane osobowe nie musisz się martwić, przetwarzamy je zgodnie z regulaminem i nie wysyłamy spamu.

Newsletter