Przejdź do treści Przejdź do nawigacji głównej Przejdź do wyszukiwania

Kto opanuje przestrzeń powietrzną? Bitwa miliarderów o przyszłość latania

2 minuty czytania

Wyobraź sobie, że budzisz się i dowiadujesz, że ktoś kupił ci samochód, ale tylko po to, żeby zakazać twojej ulubionej marki. Dokładnie to dzieje się w USA z DRONami. Miliarderzy z Doliny Krzemowej dają miliony na amerykańskie DRONy dla policji i jednocześnie naciskają na zakaz chińskiego DJI, które kontroluje 90% rynku. Tu nie chodzi tylko o biznes – chodzi o to, kto będzie kontrolować przestrzeń powietrzną nad Ameryką. Marc Andreessen i spółka twierdzą, że chodzi o bezpieczeństwo narodowe. Rzeczywistość? Zainwestowali w amerykańskich producentów i potrzebują usunąć konkurencję. To nie jest tylko amerykański problem. To zapowiedź tego, co czeka nas wszędzie. Polityka miesza się z biznesem, a my piloci tkwimy w tym jak DRONy w burzy.

cover-dronpro-blog-djimavic-3.webp

Prezenty z haczykiem

Krypto miliarder Chris Larsen rzucił na stół 9,4 miliona dolarów dla policji w San Francisco – na zakup dwunastu DRONów Skydio. Ben Horowitz posłał 7,6 miliona do Las Vegas, też na amerykańskie DRONy. Wygląda to na hojność, ale to inwestycje z jasnym celem.

Te pieniądze nie idą przypadkiem. Obaj miliarderzy mają pieniądze w amerykańskich producentach DRONów. Kiedy policja zacznie używać Skydio zamiast DJI, oni zarobią. Proste jak drut.

Problem polega na tym, że policja ma budżety jak uczeń na kieszonkowe. Kiedy ktoś oferuje za darmo sprzęt za miliony, trudno odmówić. Tylko potem są zależni od jednego dostawcy, a wszyscy wiemy, jak to zwykle się kończy.

Prezenty nigdy nie są za darmo. Zawsze mają swój cel.

Lobbyistyczna wojna o przestrzeń powietrzną

Podczas gdy rozdają pieniądze, amerykańskie firmy masowo lobbują za zakazem DJI. Skydio wydało 680 tysięcy dolarów na lobbying w roku 2024, inne firmy setki tysięcy. DJI się broni – wydało 1,4 miliona i miało ponad 100 spotkań na Capitol Hill.

Andreessen oświadcza, że każdy DRON DJI to potencjalna platforma szpiegowska chińskiej partii komunistycznej. Tylko gdzie są dowody? Latami się o tym mówi, ale konkretne przypadki nadużycia DRONów DJI do szpiegostwa? Cisza.

Trump pierwotnie planował szybki zakaz DJI, ale po telefonie z chińskim prezydentem Xi Jinpingiem zmienił taktykę. Teraz DJI ma ponad sześć miesięcy na audyt bezpieczeństwa. Przynajmniej coś.

To cyniczne – krzyczą o bezpieczeństwie, ale głównie chcą wyeliminować konkurencję, która jest lepsza i tańsza.

Argumenty bezpieczeństwa często kryją interesy ekonomiczne.

Techniczna rzeczywistość kontra polityka

DJI dominuje na rynku z prostego powodu – robi najlepsze DRONy za rozsądne pieniądze. Mavic 3 lata 46 minut z zasięgiem 15 kilometrów. Skydio X2D ma wprawdzie autonomiczny lot i kamerę termiczną, ale kosztuje wielokrotnie więcej.

Amerykańskie DRONy to tech na wysokim poziomie, ale ich cena jest często prohibicyjna bez dotacji. Kiedy DRON Skydio się zepsuje, części zamienne i serwis nie są tak dostępne jak u DJI.

Gdyby DJI zniknęło z rynku, policja i ratownicy nagle płaciliby trzy razy więcej za gorszą dostępność. Kto za to zapłaci? Podatnicy. Kto na tym zarobi? Inwestorzy amerykańskich producentów.

Technicznie rzecz biorąc, zależność od jednego producenta nigdy nie jest dobra. Ale zastępowanie działającego, taniego i dostępnego systemu droższą alternatywą z powodu polityki to też źle.

Najlepszy tech wygrywa na rynku, a nie w biurach lobbyistów.

Prywatne pieniądze, publiczny problem

Krytycy zwracają uwagę, że miliarderzy kupują sobie wpływy na policję. Evan Feeney z organizacji Color of Change powiedział to wprost: "Miliarderzy nie powinni mieć możliwości kupowania sobie dostępu i wpływu na policję."

Ma rację. Kiedy prywatne pieniądze decydują o tym, jakiej technologii będzie używać policja, demokratyczna kontrola się ulatnia. Ponadto darowizny często prowadzą do długoterminowych kontraktów – policja staje się zależna od konkretnej marki.

To otwiera drzwi większemu nadzorowi i mniejszej odpowiedzialności. Kiedy coś pójdzie nie tak, będzie to problem firmy prywatnej czy instytucji publicznej?

Miliarderzy z Doliny Krzemowej mają prawo inwestować, jak chcą. Ale kiedy ich inwestycje bezpośrednio wpływają na bezpieczeństwo publiczne i tłumią konkurencję, to już nie jest tylko ich sprawa.

O usługach publicznych powinny decydować instytucje publiczne, a nie prywatni darczyńcy.

Co nas czeka

Ta bitwa nie dotyczy tylko DRONów – chodzi o to, kto będzie kontrolować przyszłość technologii. Jeśli zakaz DJI się uda, stworzy precedens dla kolejnych wojen technologicznych między USA a Chinami.

My piloci tkwimy w tym. Może będziemy musieli płacić więcej za gorszą dostępność, tylko dlatego, że ktoś zdecydował, że geopolityka jest ważniejsza niż praktyczność. Z drugiej strony, silniejszy amerykański przemysł DRONowy może przynieść innowacje i konkurencję.

Rzeczywistość jest taka, że DJI nie zostanie zakazane z dnia na dzień. Jest zbyt mocno zakorzenione w systemie. Ale nacisk będzie kontynuowany i my musimy się na to przygotować.

Może czas, żebyśmy jako społeczność DRONowa zaczęli mówić więcej o tym, czego naprawdę chcemy – dostępnej technologii, uczciwej konkurencji i rozsądnych regulacjach. Zamiast tego, żebyśmy tylko obserwowali, jak miliarderzy grają w szachy naszymi latającymi maszynami.


Ostatnia aktualizacja artykułu:

Czy artykuł był dla Ciebie przydatny?


Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj nasz newsletter i nie przegapisz żadnej nowości

O swoje dane osobowe nie musisz się martwić, przetwarzamy je zgodnie z regulaminem i nie wysyłamy spamu.

Newsletter