Znajdujesz się tutaj:
DronZonaAktualnościJak latać tam, gdzie GPS zawodzi: Tajemnica Tycho AI
Jak latać tam, gdzie GPS zawodzi: Tajemnica Tycho AI
3 minuty czytania
Lecisz DRONem, i nagle… cisza – ktoś wyłączył GPS. Albo jeszcze
lepiej, aktywnie ci go zagłusza. Dla większości obecnych bezzałogowców to
oznaczałoby twarde lądowanie na ego i na ziemi. Tycho AI właśnie zdobyło
10 milionów dolarów, żeby to zmienić. I nie chodzi tu tylko
o pieniądze – do ich zarządu dołączył generał Wesley Clark, były
naczelny dowódca NATO.
Ta wiadomość może brzmieć jak kolejna nudna inwestycja w technologie. Ale
kiedy przyjrzysz się bliżej, odkryjesz, że Tycho AI rozwiązuje jeden
z największych problemów współczesnych DRONów – ich zależność od
nawigacji satelitarnej. W czasach, kiedy DRONy stają się krytyczną
infrastrukturą dla transportu, ratownictwa i obronności, to cholernie ważny
temat. Także dla nas w Polsce.
Dlaczego temat GPS i nawigacji jest aktualny?
Wojna na Ukrainie pokazała jedną brutalną prawdę – GPS możesz zagłuszyć urządzeniem za kilkaset dolarów. Zagłuszarki elektroniczne są dziś powszechnie dostępne i potrafią unieruchomić każdego DRONa zależnego od nawigacji satelitarnej. To, co jeszcze kilka lat temu było domeną wojskowych specjalsów, jest dziś rzeczywistością każdego pola bitwy. A co najstraszniejsze – zagłuszarkę może sobie kupić naprawdę każdy.
Większość ludzi myśli, że GPS jest niezastąpiony. Że bez niego DRONy po prostu nie mogą latać. To bzdura. Istnieją alternatywne sposoby nawigacji – orientacja wizualna za pomocą kamer, nawigacja inercyjna czy kombinacja różnych sensorów. Problem polegał na tym, że te systemy były albo zbyt drogie, albo niewystarczająco dokładne.
Zdroj: tycho.ai
Tycho AI twierdzi, że ich system potrafi nawigować nawet w środowisku, gdzie sygnał GPS jest całkowicie niedostępny lub aktywnie zagłuszany. Używają do tego kombinacji sztucznej inteligencji i różnych sensorów, które potrafią określić pozycję DRONa bez sygnału satelitarnego.
GPS to już nie święty Graal nawigacji. Kto to zrozumie pierwszy, wygra.
FirstMark postawił na właściwego konia
Inwestycję poprowadził fundusz FirstMark, który ma w portfolio firmy takie jak Airbnb czy Pinterest. Kiedy ci goście inwestują w technologie DRONowe, to nie przypadek. Widzą tam potencjał, który wykracza poza czysto wojskowe zastosowania.
Wielu ludzi w społeczności DRONowej nie zna FirstMark. To inwestorzy z Nowego Jorku, którzy specjalizują się w technologicznych startupach we wczesnej fazie. Ich strategia jest prosta – znajdować firmy, które rozwiązują realne problemy w sposób, którego nikt inny jeszcze nie opanował. A nawigacja bez GPS to dokładnie taki problem.
Co jest w tej inwestycji najciekawsze? Nie chodzi tu tylko o pieniądze. FirstMark wnosi do Tycho AI kontakty, doświadczenie ze skalowaniem i przede wszystkim – wiarygodność dla kolejnych inwestorów i klientów.
Kiedy inwestuje w ciebie fundusz, który pomógł zbudować Airbnb, masz zielone światło.
Generał Clark to nie dekoracja w zarządzie
Do zarządu Tycho AI dołączył generał Wesley Clark – gość, który dowodził NATO między innymi podczas bombardowania Jugosławii w 1999 roku. Więc to zdecydowanie nie jest jakiś emeryt, który dorabia jako doradca. Clark ma realne doświadczenie ze współczesnym polem walki i rozumie, jak krytyczna jest odporność na walkę elektroniczną.
Zdroj: en.lb.ua
Większość startupów bierze do zarządu celebrytów dla PR. Tutaj to wygląda inaczej. Clark wnosi bezpośrednie kontakty z Pentagonem i NATO, zrozumienie wymagań wojskowych, a także wiarygodność przy negocjacjach kontraktów obronnych.
W Polsce może nie mamy generałów w zarządach firm technologicznych, ale zasada jest ta sama. Kiedy chcesz coś sprzedawać armii lub służbom bezpieczeństwa, potrzebujesz kogoś, kto mówi ich językiem.
Właściwy człowiek w zarządzie otwiera drzwi, które były wcześniej zamknięte na dziesięć zamków.
Co to oznacza dla europejskiego rynku?
Tycho AI skupia się przede wszystkim na amerykańskich kontraktach obronnych. Ale technologia, którą rozwijają, ma potencjał także dla sektora cywilnego w Europie. Wyobraź sobie na przykład DRONy dostawcze, które potrafią latać nawet w gęstej zabudowie miejskiej, gdzie sygnał GPS jest słaby lub zniekształcony.
Zdroj: tycho.ai
Albo DRONy ratunkowe, które mogą operować w jaskiniach, tunelach czy zawalonych budynkach. Miejsca, gdzie GPS po prostu nie działa. Już dawno nie poruszamy się na poziomie „a co by, gdyby” – to realna potrzeba, z którą na co dzień borykają się strażacy i ratownicy w całej Europie.
Choć nas to na razie bezpośrednio nie dotyczy, także polskie firmy powinny na tę technologię patrzeć bardzo uważnie. Nawigacja bez GPS będzie wkrótce standardem, nie luksusem. Kto tego nie zrozumie w porę, zostanie na ziemi, podczas gdy konkurencja będzie latać z głową w chmurach (i to dosłownie).
To, co jest dziś uważane za technologię dla armii, może być jutro komercyjnym standardem.
Podsumowanie: Przygotuj się na DRONy, które same widzą drogę
Inwestycja 10 milionów dolarów w Tycho AI z największym prawdopodobieństwem nie będzie strzałem w ciemno. Możesz to postrzegać jako sygnał, że nawigacja DRONów się zmienia. GPS to już nie jedyna droga, jak dostarczyć DRONa z punktu A do punktu B. I to dobra wiadomość dla wszystkich, którzy chcą używać DRONów w realnym świecie – nie tylko na łące za miastem.
Dla polskiego rynku to oznacza jedno: przygotuj się na DRONy, które mogą być o wiele mądrzejsze i bardziej samodzielne. DRONy, które nie musiałyby być zależne od satelitów – bo te może zagłuszać praktycznie każdy. Albo DRONy, które wreszcie dolecą tam, gdzie to dziś jeszcze nie jest możliwe.
Jeśli technologia będzie podążać w tym kierunku dalej, mamy się zdecydowanie na co cieszyć. I chyba możemy powoli zacząć się przygotowywać na to, że podobne systemy nawigacyjne kiedyś dotrą także do nas. Bo konkurencja już odpala silniki.
Przeciętny komercyjny lot DRONem trwa około 18 minut. Aż 15% z nich kończy się niepowodzeniem z powodu krytycznej utraty sygnału. Kiedy twój DRON spada na ziemię, zazwyczaj zostaje garstka plastiku i mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
My w DRONPRO wiemy, że czytanie suchych logów tekstowych jest tak samo fascynujące jak studiowanie zeznania podatkowego. Dlatego zainteresuje cię to, co właśnie wypuściła w świat amerykańska firma AirData UAV.
Większość tradycyjnych systemów przeciwlotniczych krwawi pieniędzmi, kiedy poluje na tanie DRONy. Wystrzelenie rakiety za dwa miliony dolarów w plastowego kwadrokoptera z ładunkiem wybuchowym matematycznie nie ma żadnego sensu. A mimo to armie na całym świecie to robiły. Aż do teraz.
Ciężkie wagi przemysłu obronnego wreszcie zmieniają zasady gry. My w DRONPRO uważnie śledzimy te technologiczne płyty tektoniczne, bo to, co dziś lata nad bazami wojskowymi, jutro będzie kształtować cały przemysł lotniczy. To dość silny argument dla wszystkich, którzy stawiali na starą szkołę radarów naziemnych.
Helikopter leci pełną prędkością, niebo wydaje się czyste, gdy nagle z podwieszenia wystrzeliwuje karbonowa tuba. W ciągu dwóch sekund rozkładają się skrzydła i do akcji wkracza autonomiczny łowca. To nie film sci-fi. Amerykańska armia właśnie pokazała, jak wygląda nowoczesna walka powietrzna, odpalając bojowego DRONa prosto z lecącego śmigłowca AH-64E Apache Guardian. A najlepsze? Cały ten wyczyn udało się zrealizować od zlecenia do wykonania w niecałe pół roku.
Śmigła rozcinają mroźne lutowe powietrze, a pod tobą wije się austriacka rzeka Piesting. Żadnego mozolnego brodzenia w błocie z łatą mierniczą i przemarzniętymi palcami. Zamiast tego z wysokości 200 metrów kropisz teren milionami wiązek laserowych. Dokładnie tak wygląda nowoczesna topografia w wykonaniu profesjonalistów z Alto Drones. Żadnych kompromisów, tylko czyste dane pozyskiwane z prędkością, od której zwykłym geodetom kręci się w głowie.
Rozpakowałeś walizkę z naładowaną technologią, odpaliłeś termowizję i myślisz, że masz doskonały przegląd. Rzeczywistość jest jednak twardsza niż lądowanie na betonie. Ludzkie oko ma swoje ograniczenia i przy monitoringu ogromnych obszarów prędzej czy później twoja uwaga spadnie do zera. My w DRONPRO doskonale wiemy, że gapienie się godzinami w monitor to niezawodna droga do wypalenia. Dokładnie ten problem teraz rozgniatają na proch systemy od Overwatch Imaging.
Wciskasz drążek, DRON wznosi się na wysokość i łapiesz doskonałe ujęcie zachodu słońca. W ciągu dziesięciu minut masz jednak za plecami policję. Powód? Sąsiad właśnie wykręcił numer alarmowy i zgłosił „podejrzaną aktywność lotniczą”. Witaj w świecie, gdzie z niewinnego lotu staje się sprawa dla federalnych.
Amerykańskie agencje FBI i DHS wydały ostrzeżenie przed nielegalnymi lotami. Celowały w maszyny o zasięgu do 10 kilometrów i nośności materiałów wybuchowych. Rezultat na ulicach? Ludzie zaczęli masowo zgłaszać absolutnie wszystko, co miało śmigła, albo nawet tylko świeciło na nocnym niebie.
Tysiące ludzi rocznie płaci życiem za spotkanie z niewybuchłą amunicją. To śmiercionośne pozostałości wojen, które cicho na nas czekają pod piaskiem i w morskim przyboju.
My w DRONPRO co prawda najchętniej uganiamy maszyny w chmurach, ale czasem trzeba spuścić wzrok. Zwłaszcza tam, gdzie człowiek boi się wkroczyć i gdzie do akcji wkraczają autonomiczne roboty.
Rozpakowaliśmy dla ciebie historię z amerykańskiego Maine. Jedno takie podwodne monstrum tam niedawno w praktyce pokazało, jak wygląda sprzątanie pola minowego w dwudziestym pierwszym wieku.
Dziesięciu ukraińskich operatorów ze zmodyfikowanymi komercyjnymi DRONami zmiotło dwa bataliony NATO w zaledwie pół dnia. Dokładnie to wydarzyło się na ćwiczeniach Hedgehog w Estonii. Dowódcy sojuszniczy przeżyli wtedy twarde zderzenie z rzeczywistością i zrozumieli jedną rzecz. Zachodnie armie nadal nie potrafią walczyć w przestrzeni przesyconej bezzałogowymi statkami powietrznymi. Zakłócanie elektroniczne zamieniło ich systemy w głuche i ślepe cele.
Dlatego 25 marca otwarto bramy portalu UNITE-Brave NATO. To unikalna platforma, która ma ukraińskie know-how z frontu błyskawicznie przetopić na sojuszniczą produkcję. Żadnej żmudnej biurokracji ani lat testowania w laboratoriach. To bezpośredni matchmaking między zbrojeniówką z NATO a ukraińskimi inżynierami. Na stole leży 10 milionów euro, a czas biegnie nieubłaganie szybko.
Zawieszenie termokamery na DRONie oznaczało jeszcze niedawno poświęcenie czasu lotu i przygotowanie się na twarde lądowanie budżetu. Na targach MWC Barcelona 2026 padły jednak stare dogmaty. Chiński gigant Raytron Microelectronics pokazał światu, że widzenie ciepła już nie wymaga udźwigu wojskowego helikoptera.
My w DRONPRO pilnie śledziliśmy każdy stoiski z sensorami i mówimy wprost: Raytron właśnie wyrwał korki dotychczasowym liderom rynku. Trzy moduły, z których każdy celuje w inną klasę DRONów, od ciężkich maszyn enterprise po malutkie kwadrokoptery FPV.
Dwa dni pieszej wędrówki od najbliższej drogi, pod trzydziestometrowym baldachimem tropikalnej puszczy, leży 964 stanowiska archeologiczne. Czterysta siedemnaście miast, wiosek i ośrodków ceremonialnych, których nikt nie widział gołym okiem – bo zobaczyć ich nie sposób. Widzi je laser.
Zespół archeologa dr. Richarda Hansena właśnie wdrożył DJI Matrice 400 z sensorem Zenmuse L3 w basenie Mirador w północnej Gwatemali. My w DRONPRO śledzimy enterprise DRONy DJI od pierwszej generacji i mówimy wprost: to jest największy skok w LiDARowym mapowaniu, jaki ta platforma kiedykolwiek dostarczyła.