Przejdź do treści Przejdź do nawigacji głównej Przejdź do wyszukiwania

Gdy słońce napędza DRONy: Historia wytrzymałości

3 minuty czytania

Pamiętasz ojca i syna, którzy wspólnie pobijają rekordy prędkości DRONów? Teraz wrócili, ale tym razem przyszli z czymś zupełnie innym. Zbudowali DRONa, który wygląda jak latająca elektrownia słoneczna i ma jeden cel – utrzymać się w powietrzu tak długo, jak świeci słońce. Luke Bell i jego tata Mike to po prostu inna liga. Podczas gdy większość z nas zastanawia się, czy bateria wytrzyma te obiecane 30 minut, ci dwaj powiedzieli sobie: „A gdybyśmy baterii w ogóle nie potrzebowali?” To nie żart. Ich nowa maszyna lata wyłącznie na energii słonecznej w czasie rzeczywistym. Żadnego ładowania, żadnej wymiany baterii, żadnego lądowania z powodu rozładowania.

solardrone-cover.webp

Prędkość i wytrzymałość: Gdy mistrzowie robią multitasking

Bellowie są znani z tego, że nieustannie przesuwają granice. Po tym, jak ich rekord z DRONem Peregrine 2 został pobity, wzięli się znowu do pracy i rozwoju nowego modelu, Peregrine 3, z którego pomocą chcą Rekord Guinnessa odzyskać z powrotem. Dla większości ludzi to byłby szczyt kariery. Dla Bellów? Tylko kolejna pozycja na liście.

Oprócz pogoni za jeszcze większą prędkością postanowili pójść też w innym kierunku. Do prędkości dołączyli wytrzymałość. I szczerze? To ma sens. Szybkie DRONy są fajne do filmów i adrenaliny, ale praktyczne zastosowanie? Prawie zerowe. Natomiast DRON, który może latać nieograniczenie długo, ma potencjał zmienić wiele rzeczy.

Bellowie udowodnili, że potrafią działać w obu skrajnościach – prędkość i wytrzymałość.

Konstrukcja, która łamie prawa fizyki (prawie)

Ich solarny DRON wygląda jak karbonowy krzyż pokryty panelami. Wyobraźcie sobie lekką ramę z włókna węglowego, silniki Antigravity, 18-calowe karbonowe śmigła od T-Motor i 27 ultracienkich paneli słonecznych. Cała konstrukcja waży mniej niż przeciętny plecak na wycieczkę.

Panele są połączone szeregowo i generują około 150 watów energii. To niewiele – zwykła bateria DRONowa ma kilkukrotnie większą moc. Tyle że tu chodzi o coś innego. Gdy zbudujesz DRONa wystarczająco lekkiego i efektywnego, 150 watów wystarcza do lotu.

Oczywiście nie jest to bez problemów. Panele są kruche jak herbatnik. Bellowie musieli wymienić kilka sztuk po tym, jak otarł się o nie ich kot. Wyobraźcie sobie, co by z nimi zrobił silniejszy wiatr albo twarde lądowanie. Ale taka jest cena innowacji – pierwsze prototypy zawsze wyglądają jak zabawki z garażowego warsztatu.

150 watów to niewiele, ale gdy masz odpowiednią konstrukcję, wystarcza do lotu.

Pierwszy lot: Gdy słońce zastępuje baterię

Test przebiegł prosto. Wynieśli DRONa na łąkę, poczekali na słoneczny dzień i włączyli go. Żadnego ładowania, żadnych przygotowań. DRON wzniósł się i zaczął latać – napędzany wyłącznie bezpośrednim światłem słonecznym.

Nie był szybki. Nie był zwinny. Ale działał. To jest ten moment, gdy uświadamiasz sobie, że oglądasz coś wyjątkowego. Większość DRONów ma problem, żeby wytrzymać 30 minut. Ten może teoretycznie latać cały dzień, jeśli świeci słońce.

Oczywiście w nocy to nie działa. Przy zachmurzonym niebie też nie. Ale wyobraźcie sobie zastosowanie w miejscach z przewidywalną pogodą – monitoring farm fotowoltaicznych, patrolowanie na pustyni, mapowanie podczas długich letnich dni. Nagle macie platformę, która nie potrzebuje logistyki ładowania.

Pierwszy lot udowodnił, że koncept działa. Teraz chodzi o to, jak go udoskonalić.

Praktyczne zastosowanie, czy tylko technologiczna przesada?

Sceptycy powiedzą, że to niepraktyczna zabawka. I częściowo mają rację. Obecna wersja jest krucha, zależna od pogody i ma minimalną nośność. Nie da się na niej zawiesić ciężkiej kamery ani paczki do dostarczenia.

Ale każda technologia tak zaczyna. Pierwsze samoloty były śmiertelnymi pułapkami z drewna i płótna. Pierwsze DRONy to były wojskowe potwory za miliony. Dziś masz DJI Mini za kilka tysięcy, które nagrywa wideo 4K i mieści się w kieszeni.

solardrone1-855x570_do
Źródło: YT – Luke Maximo Bell

Bellowie pokazali, że napęd słoneczny dla DRONów jest możliwy. Teraz to na przemyśle, żeby to dociągnąć do użytecznej formy. Wyobraźcie sobie kombinację – mała zapasowa bateria na start i lądowanie, panele słoneczne na utrzymanie w powietrzu. Albo elastyczne panele zintegrowane bezpośrednio w skrzydłach. Możliwości są nieskończone, trzeba tylko czasu i pieniędzy na rozwój.

Dziś zabawka, za 10 lat może standard dla długich misji.

Co to oznacza dla przyszłości DRONów?

Luke i Mike Bell to nie tylko rekordziści i majsterkowicze. To wizjonerzy, którzy pokazują, dokąd może zmierzać technologia DRONów. Ich solarny eksperyment może wygląda jak garażowy projekt, ale myśl, która za nim stoi, jest przełomowa.

Dla polskich pilotów i firm to może być inspiracja. Mamy tu mnóstwo farm fotowoltaicznych, które potrzebują monitoringu. Mamy rozległe lasy, pola i granice. Wyobraźcie sobie DRONa, który może pilnować paneli słonecznych cały dzień bez jednego lądowania. Albo mapować szkody po wichurze od świtu do zmierzchu.

Bellowie udowodnili dwie rzeczy. Pierwsza – limity są tylko w naszej głowie. Druga – przyszłość DRONów nie będzie polegać tylko na większych bateriach i silniejszych silnikach. Będzie polegać na sprytnych rozwiązaniach, które wykorzystują to, co już mamy – w tym przypadku słońce.

Genialny pomysł, czy zbędna komplikacja? To zależy. Potencjał jest, ale dopiero rynek zadecyduje o losie tego wynalazku. A co ty? Kupiłbyś solarnego DRONa, czy wolisz poczekać, aż producenci wymyślą wielkopojemnościową baterię, która wytrzyma tydzień? Daj nam znać!


Ostatnia aktualizacja artykułu:

Czy artykuł był dla Ciebie przydatny?


Spodobał Ci się artykuł? Subskrybuj nasz newsletter i nie przegapisz żadnej nowości

O swoje dane osobowe nie musisz się martwić, przetwarzamy je zgodnie z regulaminem i nie wysyłamy spamu.

Newsletter