Znajdujesz się tutaj:
DronZonaAktualnościDRONy podbijają dno morskie: Przewrót pod powierzchnią
DRONy podbijają dno morskie: Przewrót pod powierzchnią
3 minuty czytania
Podczas gdy wszyscy patrzą w kosmos i próbują znaleźć życie na Marsie,
70% naszej planety wciąż nikt porządnie nie zmapował. Mówimy o oceanach.
I podczas gdy NASA wysyła roboty na czerwoną planetę, tutaj na dole na Ziemi
wreszcie zaczyna się dziać coś ciekawego – podwodne DRONy z kamerami
hiperspektralnymi mapują dno morskie szybciej, niż zdążysz powiedzieć
„Jacques Cousteau”.
Dlaczego to w ogóle ciekawe? Bo niemal cały świat ściga się o to, kto
wyprodukuje lepszego i tańszego DRONa, żebyś mógł sobie zrobić kilka
selfie, zamiast wykorzystywać tę technologię do innych rzeczy. Na przykład
do eksploracji prawdziwych skarbów pod powierzchnią oceanów. I nie, teraz
nie mówimy o pirackim złocie.
Obrazowanie hiperspektralne – kiedy RGB to dla ciebie za mało
PlanBlue to nie nazwa nowego energy drinka, ale niemiecka firma, która robi coś, co jeszcze kilka lat temu brzmiało jak coś niemożliwego. Ich technologia łączy obrazowanie hiperspektralne z AI i tworzy mapy dna morskiego z detalami, od których Cousteau popłakałby ze wzruszenia.
Zdroj: planblue.com
Większość ludzi pewnie pomyśli, że wystarczy wziąć GoPro, zamontować ją na łodzi podwodnej i sprawa załatwiona. Błąd. Obrazowanie hiperspektralne widzi setki długości fal światła, podczas gdy twoje GoPro ogarnia jedynie zakres RGB. To jak różnica między tym, kiedy widzisz telewizor czarno-biały a wyświetlacz 8K HDR. Ta technologia potrafi rozpoznać typ osadów, zdrowie korali, poziom zanieczyszczenia i bioróżnorodność – wszystko z jednego przelotu.
W praktyce to oznacza, że w kilka godzin zmapujesz obszar, który nurkowie badaliby tygodniami. A rezultatem będą mapy z dokładnością do centymetra.
Obrazowanie hiperspektralne zamienia podwodne DRONy w prawdziwe laboratoria, a nie kamery na kiju.
AutoRay i TowRay – kiedy wybierasz między Ferrari a ciężarówką
PlanBlue oferuje dwa systemy i każdy ma swoje zastosowanie. AutoRay to modularny payload, który wepchasz na dowolny AUV lub ROV. To jak uniwersalna ładowarka – działa wszędzie. Idealny do dużych projektów i głębokich wód.
TowRay to z kolei rozwiązanie dla biedaków... pardon, do kosztowo efektywnego mapowania. Ciągniesz go za łodzią jak sieć rybacką, ale zamiast ryb łowisz dane. Doskonały do płytkich wód i obszarów przybrzeżnych, gdzie drogi AUV mógłby rozbić się o pierwszą skałę.
Przy bliższym przyjrzeniu się faktycznie odkryjesz, że to nie kolejny badziew „one-size-fits-all”. Każdy system ma swój sweet spot – AutoRay do głębin i złożonych misji, TowRay do szybkich badań dużych obszarów. Oba systemy muszą utrzymywać odległość 2–2,5 metra nad dnem morskim, co jest tą złotą odległością, gdzie światło jeszcze przenika przez wodę, ale nie jesteś tak blisko, żeby wjechać w pierwszą rafę koralową.
Modułowe podejście oznacza, że technologię możesz zamontować na czymkolwiek – od milionowego AUV po gumowy ponton.
Dane zdobyte w godziny, nie w miesiące
Tu nadchodzi najciekawsza część. Oprogramowanie PlanBlue potrafi z zebranych danych wyciągnąć kilka różnych produktów, na przykład ortofotomapy, stan zdrowia ekosystemu, identyfikację stresorów ekosystemu, bioróżnorodność czy zasoby węgla.
Zdroj: planblue.com
Większość ludzi myśli, że przetwarzanie takich danych trwa wieki. Tyle że dzięki AI i automatyzacji masz wyniki w ciągu kilku godzin. To jak różnica między wywoływaniem zdjęć w ciemni a wrzuceniem ich na Instagram.
Dla polskich firm pracujących przy projektach offshore lub mapujących dno zbiorników wodnych to oznacza kompletną zmianę gry. Zamiast miesięcy czekania na wyniki masz użyteczne dane praktycznie natychmiast. A output możesz sobie zdefiniować dokładnie według tego, co potrzebujesz zbadać.
Szybkość przetwarzania danych oznacza, że możesz reagować na problemy, zanim staną się katastrofą.
Obronność, bioróżnorodność i budownictwo – trójca, która płaci rachunki
A gdzie ta technologia jest używana? Wszędzie, gdzie jest woda i coś ważnego pod nią. Armie wykorzystują ją do wykrywania min i kontroli podmorskich kabli. Obrońcy przyrody mapują rafy koralowe i śledzą wpływ zmian klimatycznych. Firmy budowlane kontrolują fundamenty mostów i platform przybrzeżnych.
Mogłoby się wydawać, że projekt PlanBlue nas wcale nie dotyczy, bo Polska morza nie ma zbyt wiele, ale mimo to jest to bardzo relevantna technologia – zbiorniki zaporowe i jeziora też wymagają porządnej konserwacji, a podobny system może wszystkim pracownikom wielokrotnie ułatwić pracę. Wyobraź sobie kontrolę Zalewu Solińskiego lub mapowanie dna Mazurów – zamiast nurków ryzykujących kark w lodowatej wodzie wysyłasz tam DRONa i masz kompletną mapę 3D wraz z analizą osadów.
Najciekawsze zastosowanie? Monitoring zasobów węgla w morskich łąkach podwodnych. Te pochłaniają więcej CO₂ niż lasy deszczowe, ale nikt porządnie nie wie, w jakim są stanie. Teraz wreszcie możemy to zmierzyć i przesunąć naszą wiedzę o dnie morskim o level wyżej.
Technologia ma zastosowanie od operacji wojskowych po ratowanie planety – to niezły rozrzut.
Podsumowanie: Czasem warto zanurzyć się pod powierzchnię (i spojrzeć na świat hiperspektralnymi oczami)
Podczas gdy wszyscy gonią za autonomicznymi samochodami i latającymi taksówkami, prawdziwa innowacja może rozgrywać się pod powierzchnią. PlanBlue i podobne firmy udowadniają, że nie potrzebujesz nauki rakietowej, żeby zmienić sposób, w jaki postrzegamy 70% naszej planety. Trzeba dodać – 70%, o których niewiele wiemy.
Dla DRONów to oznacza nowy rynek, który nie jest przesycony chińskim sprzętem konsumenckim. Dla przemysłu to oznacza szybsze i bezpieczniejsze inspekcje. Dla naukowców to oznacza dane, o których mogli tylko marzyć. A dla planety? Może wreszcie szansę na zrozumienie, co się dzieje w oceanach, zanim będzie za późno.
Więc kiedy następnym razem polecisz swoim DRONem od DJI, przypomnij sobie, że inni goście latają pod powierzchnią i mapują świat w sposób, jakiego tu jeszcze nie mieliśmy.
Przeciętny komercyjny lot DRONem trwa około 18 minut. Aż 15% z nich kończy się niepowodzeniem z powodu krytycznej utraty sygnału. Kiedy twój DRON spada na ziemię, zazwyczaj zostaje garstka plastiku i mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
My w DRONPRO wiemy, że czytanie suchych logów tekstowych jest tak samo fascynujące jak studiowanie zeznania podatkowego. Dlatego zainteresuje cię to, co właśnie wypuściła w świat amerykańska firma AirData UAV.
Większość tradycyjnych systemów przeciwlotniczych krwawi pieniędzmi, kiedy poluje na tanie DRONy. Wystrzelenie rakiety za dwa miliony dolarów w plastowego kwadrokoptera z ładunkiem wybuchowym matematycznie nie ma żadnego sensu. A mimo to armie na całym świecie to robiły. Aż do teraz.
Ciężkie wagi przemysłu obronnego wreszcie zmieniają zasady gry. My w DRONPRO uważnie śledzimy te technologiczne płyty tektoniczne, bo to, co dziś lata nad bazami wojskowymi, jutro będzie kształtować cały przemysł lotniczy. To dość silny argument dla wszystkich, którzy stawiali na starą szkołę radarów naziemnych.
Helikopter leci pełną prędkością, niebo wydaje się czyste, gdy nagle z podwieszenia wystrzeliwuje karbonowa tuba. W ciągu dwóch sekund rozkładają się skrzydła i do akcji wkracza autonomiczny łowca. To nie film sci-fi. Amerykańska armia właśnie pokazała, jak wygląda nowoczesna walka powietrzna, odpalając bojowego DRONa prosto z lecącego śmigłowca AH-64E Apache Guardian. A najlepsze? Cały ten wyczyn udało się zrealizować od zlecenia do wykonania w niecałe pół roku.
Śmigła rozcinają mroźne lutowe powietrze, a pod tobą wije się austriacka rzeka Piesting. Żadnego mozolnego brodzenia w błocie z łatą mierniczą i przemarzniętymi palcami. Zamiast tego z wysokości 200 metrów kropisz teren milionami wiązek laserowych. Dokładnie tak wygląda nowoczesna topografia w wykonaniu profesjonalistów z Alto Drones. Żadnych kompromisów, tylko czyste dane pozyskiwane z prędkością, od której zwykłym geodetom kręci się w głowie.
Rozpakowałeś walizkę z naładowaną technologią, odpaliłeś termowizję i myślisz, że masz doskonały przegląd. Rzeczywistość jest jednak twardsza niż lądowanie na betonie. Ludzkie oko ma swoje ograniczenia i przy monitoringu ogromnych obszarów prędzej czy później twoja uwaga spadnie do zera. My w DRONPRO doskonale wiemy, że gapienie się godzinami w monitor to niezawodna droga do wypalenia. Dokładnie ten problem teraz rozgniatają na proch systemy od Overwatch Imaging.
Wciskasz drążek, DRON wznosi się na wysokość i łapiesz doskonałe ujęcie zachodu słońca. W ciągu dziesięciu minut masz jednak za plecami policję. Powód? Sąsiad właśnie wykręcił numer alarmowy i zgłosił „podejrzaną aktywność lotniczą”. Witaj w świecie, gdzie z niewinnego lotu staje się sprawa dla federalnych.
Amerykańskie agencje FBI i DHS wydały ostrzeżenie przed nielegalnymi lotami. Celowały w maszyny o zasięgu do 10 kilometrów i nośności materiałów wybuchowych. Rezultat na ulicach? Ludzie zaczęli masowo zgłaszać absolutnie wszystko, co miało śmigła, albo nawet tylko świeciło na nocnym niebie.
Tysiące ludzi rocznie płaci życiem za spotkanie z niewybuchłą amunicją. To śmiercionośne pozostałości wojen, które cicho na nas czekają pod piaskiem i w morskim przyboju.
My w DRONPRO co prawda najchętniej uganiamy maszyny w chmurach, ale czasem trzeba spuścić wzrok. Zwłaszcza tam, gdzie człowiek boi się wkroczyć i gdzie do akcji wkraczają autonomiczne roboty.
Rozpakowaliśmy dla ciebie historię z amerykańskiego Maine. Jedno takie podwodne monstrum tam niedawno w praktyce pokazało, jak wygląda sprzątanie pola minowego w dwudziestym pierwszym wieku.
Dziesięciu ukraińskich operatorów ze zmodyfikowanymi komercyjnymi DRONami zmiotło dwa bataliony NATO w zaledwie pół dnia. Dokładnie to wydarzyło się na ćwiczeniach Hedgehog w Estonii. Dowódcy sojuszniczy przeżyli wtedy twarde zderzenie z rzeczywistością i zrozumieli jedną rzecz. Zachodnie armie nadal nie potrafią walczyć w przestrzeni przesyconej bezzałogowymi statkami powietrznymi. Zakłócanie elektroniczne zamieniło ich systemy w głuche i ślepe cele.
Dlatego 25 marca otwarto bramy portalu UNITE-Brave NATO. To unikalna platforma, która ma ukraińskie know-how z frontu błyskawicznie przetopić na sojuszniczą produkcję. Żadnej żmudnej biurokracji ani lat testowania w laboratoriach. To bezpośredni matchmaking między zbrojeniówką z NATO a ukraińskimi inżynierami. Na stole leży 10 milionów euro, a czas biegnie nieubłaganie szybko.
Zawieszenie termokamery na DRONie oznaczało jeszcze niedawno poświęcenie czasu lotu i przygotowanie się na twarde lądowanie budżetu. Na targach MWC Barcelona 2026 padły jednak stare dogmaty. Chiński gigant Raytron Microelectronics pokazał światu, że widzenie ciepła już nie wymaga udźwigu wojskowego helikoptera.
My w DRONPRO pilnie śledziliśmy każdy stoiski z sensorami i mówimy wprost: Raytron właśnie wyrwał korki dotychczasowym liderom rynku. Trzy moduły, z których każdy celuje w inną klasę DRONów, od ciężkich maszyn enterprise po malutkie kwadrokoptery FPV.
Dwa dni pieszej wędrówki od najbliższej drogi, pod trzydziestometrowym baldachimem tropikalnej puszczy, leży 964 stanowiska archeologiczne. Czterysta siedemnaście miast, wiosek i ośrodków ceremonialnych, których nikt nie widział gołym okiem – bo zobaczyć ich nie sposób. Widzi je laser.
Zespół archeologa dr. Richarda Hansena właśnie wdrożył DJI Matrice 400 z sensorem Zenmuse L3 w basenie Mirador w północnej Gwatemali. My w DRONPRO śledzimy enterprise DRONy DJI od pierwszej generacji i mówimy wprost: to jest największy skok w LiDARowym mapowaniu, jaki ta platforma kiedykolwiek dostarczyła.