Znajdujesz się tutaj:
DronZonaAktualnościBrzęczące zagrożenie: Imprezy sportowe w erze DRONów
Brzęczące zagrożenie: Imprezy sportowe w erze DRONów
2 minuty czytania
Piłka nożna przyciąga tłumy. A gdzie są tłumy, tam czyhają zagrożenia
bezpieczeństwa. Ameryka przygotowuje się na MŚ 2026 i pompuje w systemy
antyDRONowe prawie pół miliarda dolarów. Tyle że podczas gdy pieniądze
płyną strumieniem, legislacja kuleje jak rozwalony heksakopter z jednym
silnikiem. I to jest problem, który powinien interesować również nas w
Europie.
Dlaczego? Bo podobne wyzwania czekają i nas. EURO 2024 w Niemczech pokazało,
że imprezy masowe są magnesem dla DRONów – czy to dziennikarzy, kibiców
z kamerami, czy potencjalnych zagrożeń. I podczas gdy Amerykanie
rozwiązują, jak zabezpieczyć stadiony dla 5 milionów kibiców, my możemy
uczyć się na ich błędach.
Pół miliarda dolarów leci w powietrze
500 milionów dolarów – tyle chce amerykański rząd zainwestować w systemy antyDRONowe przed piłkarskimi MŚ 2026. To nie kieszonkowe, to budżet mniejszego państwa. Ale kiedy organizujesz największe wydarzenie sportowe planety w 16 miastach w trzech krajach, musisz myśleć na dużą skalę.
Systemy przeciw DRONom to nie tania zabawa. Jeden radar kosztuje miliony, jammery kolejne miliony, a to nie mówiąc o ludziach, którzy to wszystko muszą obsługiwać. A potem masz dylemat – jak zatrzymać DRONa z ładunkiem wybuchowym, żebyś przypadkiem nie zestrzelił telewizyjnego DRONa transmitującego mecz?
Amerykanie testują wszystko co się da – od armatek siatkowych przez impulsy elektromagnetyczne po wytresowane orły (nie, to naprawdę nie jest żart). Problem w tym, że na stadionie dla 80 tysięcy ludzi nie możesz po prostu włączyć jammera, który wyłączy wszystkie urządzenia elektroniczne w okolicy.
Same pieniądze bezpieczeństwa nie zapewnią. Potrzebujesz mądrej strategii i przede wszystkim działających przepisów.
Kiedy ci wygasło pozwolenie w trakcie lotu
Wyobraź sobie, że pilotujesz DRONa i w trakcie lotu wygasa ci licencja. Dokładnie to się teraz dzieje amerykańskim służbom bezpieczeństwa. Z powodu rządowego paktu wygasły im uprawnienia do używania systemów antyDRONowych. Tak, czytasz dobrze – FBI i Homeland Security teraz oficjalnie nie mogą legalnie zestrzelić DRONów.
To tak, jakby policjantom zabroniono używać pistoletów tydzień przed olimpiadą. Próżnia legislacyjna tworzy dziurę wielką jak stadion piłkarski, przez którą może przelecieć każdy z DRONem i złymi zamiarami.
W Polsce mamy podobny problem – przepisy nie nadążają za technologiami. Podczas gdy niektóre DRONy latają z prędkością ponad 100 km/h, legislacja pełza w ślimaczym tempie. A kiedy potem musisz szybko zareagować na zagrożenie, odkrywasz, że prawo ci tego nie umożliwia.
Technologia leci naprzód, ale przepisy zostają w poprzednim stuleciu. A to jest przepis na kłopoty.
Europa uczy się w marszu
EURO 2024 w Niemczech było próbą generalną tego, co nas czeka. Niemcy rozmieścili jednostki antyDRONowe na każdym większym stadionie. Rezultat? Przechwycili dziesiątki nielegalnych DRONów, głównie od ciekawskich kibiców. Ale wystarczyłby jeden z granatem i katastrofa gotowa.
Źródło: theguardian.com
Francuzi podczas olimpiady w Paryżu poszli jeszcze dalej – zabronili latania DRONami w całym mieście na cały miesiąc. Działało? Częściowo. Ale też zabiło DRONowy biznes warty miliony euro. To jak zakazać samochodów z powodu możliwości ataku terrorystycznego. No... okej, ale nie do końca.
W Polsce na razie nie mamy jednolitej strategii. Każda duża impreza rozwiązuje to po swojemu. Gdzieś ustawiają zagłuszarki, gdzie indziej polegają na kontroli wizualnej, a przeważnie mają nadzieję, że nic się nie stanie. To nie jest plan, to rosyjska ruletka.
Europa eksperymentuje z różnymi podejściami. Nikt jednak jeszcze nie znalazł idealnego rozwiązania.
Technologia vs. prawo: wieczny pojedynek
Największy paradoks całej sytuacji? Mamy technologie, które potrafią wykryć DRONa na kilometry, śledzić go, zidentyfikować pilota i w razie potrzeby go zneutralizować. Ale nie mamy przepisów, które pozwalałyby te technologie stosować.
To podobne uczucie, jak mieć w garażu drogie auto, ale prawo jazdy tylko na rower. Systemy antyDRONowe potrafią cuda – od delikatnego przejęcia kontroli po twarde zestrzelenie laserem. Ale kiedy to zrobisz bez ochrony prawnej, jesteś piratem przestrzeni powietrznej.
Prywatność kontra bezpieczeństwo – wieczny dylemat. Chcesz chronić ludzi przed atakami DRONów? Super, ale musisz śledzić wszystko, co lata. A to oznacza też DRONa sąsiada, który fotografuje swój ogródek. Gdzie jest ta granica?
Mamy narzędzia, ale brakuje nam reguł. A bez reguł nawet najlepsza technologia jest na nic.
Przyszłość strzeżonych niebios
MŚ 2026 będą jak dotąd największym testem systemów antyDRONowych w historii. Miliony kibiców, setki dziennikarzy z DRONami, tysiące godzin transmisji na żywo. Wystarczy jeden incydent i cały świat zobaczy to w bezpośredniej transmisji.
Dla nas w Europie to okazja, by się uczyć. Amerykanie popełnią błędy, wypróbują nowe technologie, natrafią na ograniczenia prawne. My możemy to obserwować, analizować i przygotować się na własne wielkie imprezy.
Źródło: theguardian.com
Polska potrzebuje planu. Nie za dziesięć lat, ale teraz. Bo kiedy będziemy organizować mistrzostwa Europy lub świata (a kiedyś na pewno będziemy), nie będzie czasu na wymyślanie, jak chronić stadiony. Musimy być przygotowani wcześniej, zanim pierwszy DRON pojawi się na niebie. Bo jedno jest pewne – DRONy z największym prawdopodobieństwem nigdzie nie znikną, a my musimy się z nimi nauczyć żyć. Albo z nimi walczyć. To już decyzja każdego z nas.
Przeciętny komercyjny lot DRONem trwa około 18 minut. Aż 15% z nich kończy się niepowodzeniem z powodu krytycznej utraty sygnału. Kiedy twój DRON spada na ziemię, zazwyczaj zostaje garstka plastiku i mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
My w DRONPRO wiemy, że czytanie suchych logów tekstowych jest tak samo fascynujące jak studiowanie zeznania podatkowego. Dlatego zainteresuje cię to, co właśnie wypuściła w świat amerykańska firma AirData UAV.
Większość tradycyjnych systemów przeciwlotniczych krwawi pieniędzmi, kiedy poluje na tanie DRONy. Wystrzelenie rakiety za dwa miliony dolarów w plastowego kwadrokoptera z ładunkiem wybuchowym matematycznie nie ma żadnego sensu. A mimo to armie na całym świecie to robiły. Aż do teraz.
Ciężkie wagi przemysłu obronnego wreszcie zmieniają zasady gry. My w DRONPRO uważnie śledzimy te technologiczne płyty tektoniczne, bo to, co dziś lata nad bazami wojskowymi, jutro będzie kształtować cały przemysł lotniczy. To dość silny argument dla wszystkich, którzy stawiali na starą szkołę radarów naziemnych.
Helikopter leci pełną prędkością, niebo wydaje się czyste, gdy nagle z podwieszenia wystrzeliwuje karbonowa tuba. W ciągu dwóch sekund rozkładają się skrzydła i do akcji wkracza autonomiczny łowca. To nie film sci-fi. Amerykańska armia właśnie pokazała, jak wygląda nowoczesna walka powietrzna, odpalając bojowego DRONa prosto z lecącego śmigłowca AH-64E Apache Guardian. A najlepsze? Cały ten wyczyn udało się zrealizować od zlecenia do wykonania w niecałe pół roku.
Śmigła rozcinają mroźne lutowe powietrze, a pod tobą wije się austriacka rzeka Piesting. Żadnego mozolnego brodzenia w błocie z łatą mierniczą i przemarzniętymi palcami. Zamiast tego z wysokości 200 metrów kropisz teren milionami wiązek laserowych. Dokładnie tak wygląda nowoczesna topografia w wykonaniu profesjonalistów z Alto Drones. Żadnych kompromisów, tylko czyste dane pozyskiwane z prędkością, od której zwykłym geodetom kręci się w głowie.
Rozpakowałeś walizkę z naładowaną technologią, odpaliłeś termowizję i myślisz, że masz doskonały przegląd. Rzeczywistość jest jednak twardsza niż lądowanie na betonie. Ludzkie oko ma swoje ograniczenia i przy monitoringu ogromnych obszarów prędzej czy później twoja uwaga spadnie do zera. My w DRONPRO doskonale wiemy, że gapienie się godzinami w monitor to niezawodna droga do wypalenia. Dokładnie ten problem teraz rozgniatają na proch systemy od Overwatch Imaging.
Wciskasz drążek, DRON wznosi się na wysokość i łapiesz doskonałe ujęcie zachodu słońca. W ciągu dziesięciu minut masz jednak za plecami policję. Powód? Sąsiad właśnie wykręcił numer alarmowy i zgłosił „podejrzaną aktywność lotniczą”. Witaj w świecie, gdzie z niewinnego lotu staje się sprawa dla federalnych.
Amerykańskie agencje FBI i DHS wydały ostrzeżenie przed nielegalnymi lotami. Celowały w maszyny o zasięgu do 10 kilometrów i nośności materiałów wybuchowych. Rezultat na ulicach? Ludzie zaczęli masowo zgłaszać absolutnie wszystko, co miało śmigła, albo nawet tylko świeciło na nocnym niebie.
Tysiące ludzi rocznie płaci życiem za spotkanie z niewybuchłą amunicją. To śmiercionośne pozostałości wojen, które cicho na nas czekają pod piaskiem i w morskim przyboju.
My w DRONPRO co prawda najchętniej uganiamy maszyny w chmurach, ale czasem trzeba spuścić wzrok. Zwłaszcza tam, gdzie człowiek boi się wkroczyć i gdzie do akcji wkraczają autonomiczne roboty.
Rozpakowaliśmy dla ciebie historię z amerykańskiego Maine. Jedno takie podwodne monstrum tam niedawno w praktyce pokazało, jak wygląda sprzątanie pola minowego w dwudziestym pierwszym wieku.
Dziesięciu ukraińskich operatorów ze zmodyfikowanymi komercyjnymi DRONami zmiotło dwa bataliony NATO w zaledwie pół dnia. Dokładnie to wydarzyło się na ćwiczeniach Hedgehog w Estonii. Dowódcy sojuszniczy przeżyli wtedy twarde zderzenie z rzeczywistością i zrozumieli jedną rzecz. Zachodnie armie nadal nie potrafią walczyć w przestrzeni przesyconej bezzałogowymi statkami powietrznymi. Zakłócanie elektroniczne zamieniło ich systemy w głuche i ślepe cele.
Dlatego 25 marca otwarto bramy portalu UNITE-Brave NATO. To unikalna platforma, która ma ukraińskie know-how z frontu błyskawicznie przetopić na sojuszniczą produkcję. Żadnej żmudnej biurokracji ani lat testowania w laboratoriach. To bezpośredni matchmaking między zbrojeniówką z NATO a ukraińskimi inżynierami. Na stole leży 10 milionów euro, a czas biegnie nieubłaganie szybko.
Zawieszenie termokamery na DRONie oznaczało jeszcze niedawno poświęcenie czasu lotu i przygotowanie się na twarde lądowanie budżetu. Na targach MWC Barcelona 2026 padły jednak stare dogmaty. Chiński gigant Raytron Microelectronics pokazał światu, że widzenie ciepła już nie wymaga udźwigu wojskowego helikoptera.
My w DRONPRO pilnie śledziliśmy każdy stoiski z sensorami i mówimy wprost: Raytron właśnie wyrwał korki dotychczasowym liderom rynku. Trzy moduły, z których każdy celuje w inną klasę DRONów, od ciężkich maszyn enterprise po malutkie kwadrokoptery FPV.
Dwa dni pieszej wędrówki od najbliższej drogi, pod trzydziestometrowym baldachimem tropikalnej puszczy, leży 964 stanowiska archeologiczne. Czterysta siedemnaście miast, wiosek i ośrodków ceremonialnych, których nikt nie widział gołym okiem – bo zobaczyć ich nie sposób. Widzi je laser.
Zespół archeologa dr. Richarda Hansena właśnie wdrożył DJI Matrice 400 z sensorem Zenmuse L3 w basenie Mirador w północnej Gwatemali. My w DRONPRO śledzimy enterprise DRONy DJI od pierwszej generacji i mówimy wprost: to jest największy skok w LiDARowym mapowaniu, jaki ta platforma kiedykolwiek dostarczyła.